czwartek, 8 października 2015

Rozdział 10

Poniedziałek, 5 października
>>Oliwia<<
No tak, wyprosić mojego brata z domu, zwłaszcza, że pomieszkuje tu Maciuś to naprawdę wielka sztuka. Tak w sumie nie wiem, czemu Magic u mnie jest. Pewnie nie chce, żebym była sama po rozstaniu. Chociaż już mam się świetnie. No i jest tu Piter, pewnie niedługo zawita Przemo. A i najprawdopodobniej Roksana przeprowadzi się do Pawła. To jest już tylko kwestia czasu. Naprawdę szybko chcą ze sobą zamieszkać. Nigdy bym nie pomyślała, że tak szybko się w sobie zakochają, No właściwie Roksana w Pawle już jest od dawna, ale Paweł w Roksanie to już naprawdę cud. No jak można za kogoś takiego głowę stracić? Przecież ona nie gotuje, nie sprząta, wiecznie jej w domu nie ma. Tylko czekam, aż się wyprowadzi. Wtedy bynajmniej nie będę musiała czekać z obiadem. Przyzwyczaiłam się już, że jestem sama. Najwyżej jak będzie mi kogoś brakować, co jest zresztą niemożliwe, kiedy przyjaźnisz się z Maćkiem, to przeprowadzę się z powrotem do rodziców. Tak właściwie to teraz zastanawiam się dlaczego się przeprowadziłam. Przecież niczego mi tam nie brakowało. No tak, Roksana, ona powiedziała, że nie chce mieszkać sama, no i mnie przekupiła, żebym zamieszkała z nią. Żałuje, chociaż mogłam się domyślić, że tak to będzie wyglądać.
No tak, zajebiście. Poniedziałek, 8.30- czas wstawać. Tak mi się cholernie nie chce. Zresztą nie spałam pół nocy, bo mój kochany Piter i Maciuś, grali na PS. A chłopacy jak to chłopacy muszą pokrzyczeć. Ale mogli pomyśleć o mnie, że muszę wstać do szkoły na następny dzień. Ale nie, oni mają wszystko gdzieś. No, ale jedyny pocieszający fakt, że Maciek zrobił omlety. Mówiłam już kiedyś, że je uwielbiam?
Pochłonęłam ich całkiem sporą ilość. Ubrałam się i ruszyłam na przystanek.

>>Agata<<
Nareszcie mogę iść do szkoły, jak człowiek. Z moim biodrem już wszystko w porządku. Nie sądziłam, że kiedyś to powiem, ale nie mogłam się doczekać, aż wrócę do szkoły. Tak mówię tak teraz, a za godzinę będę miała dość. Tak już w życiu bywa. Genialny fakt jest taki, że nie muszę już tułać się autobusem, bo Czarou nie zważając, która jest godzina zawiezie mnie i odwiezie. Nawet nie wie jak mnie to cieszy. A ile kasy zaoszczędzę. O tak! Zacznę zbierać na stajnie.
-Agata! Chodź no, bo się zaraz spóźnisz! Oliwia tak marznie na tym przystanku jak byś może zapomniała!
-Nie zapomniałam. Już schodzę. Daj 5 minut.
-Mówisz to już dzisiaj 10 raz, a nawet dzień się dobrze nie zaczął.
Po 6 minutach zeszłam na dół

i weszłam do samochodu Czarka. Jak zwykle nie obyło się bez gadania, że powinnam szybciej wstawać, żeby potem nie musiał mnie razem z rodzicami wołać 20 razy.
Kilka godzin później
>>Natalia<<
Idziemy z Julą do kina. Nawet nie wiem na jaki film. Tak, Jula zawsze robi wszystko na ostatnią chwilę. Znając życie przyjedzie po mnie i zrobimy to na miejscu. No trudno, tak to już z Julą jest.
Szybko się przebrałam i zadzwoniła do mnie Jula, że zaraz będzie.

No to włożyłam kurtkę i buty, wzięłam torebkę i wyszłam przed klatkę, gdzie czekała na mnie Jula w samochodzie.
-Cześć. No i co, wybrałaś film?
-Hej. Może być Everest 3D?
-Może być. Nie ważne jaki film, ważne z kim.
No i po 20 minutach byłyśmy w kinie. Kupiłyśmy bilety, popcorn i czekałyśmy na seans.
>>Oliwia<<
Wróciłam ze szkoły, byłam tak cholernie padnięta. A jeszcze jutro sprawdzian z matmy. Zajebiście! Nic nie czaje. Na szczęście jest Maciek, może pomoże.
Szybko coś zjadłam, przebrałam się w coś luźniejszego i poszłam do Maćka, który siedział przed laptopem i oglądał powtórki meczów.
-Maciuś, mam do ciebie małe pytanko.
-No słucham cię Oliś.
-Byłeś dobry z matematyki w liceum?
-Ohoho, z tym to różnie bywało. Zależy co masz. A co, nie rozumiesz?
-No nie koniecznie. Funkcja wykładnicza i funkcja logarytmiczna, pamiętasz coś?
-No jak słucham cię to beton, ale pokaż zeszyt i podręcznik to może coś zaświta.
-No to chodź do mnie.
Poszliśmy do pokoju, pokazałam Maćkowi książki, a on zaczął mi wszystko tłumaczyć. To wcale nie jest trudne. Ta moja matematyczka tłumaczyć nie umie. Dobrze, że mam Maćka, on zawsze mi pomoże.
>>Agata<<
Po szkole jak zwykle do domu odwiózł mnie Czarou. Zjedliśmy obiad i poszłam zabrać się do lekcji i nauki. Tak jak myślałam, cieszyłam się ze szkoły przed lekcjami. Teraz mam dosyć. Ta, jutro sprawdzian z matmy, gniję przed książkami, a Jula z Natalią w kinie siedzą. W sumie Natalia to zawsze była dobra z matmy, ale Jula. Ona powinna sobie powtórzyć, a raczej się uczyć. Ale jej to zawsze tylko przyjemności w głowie były. Zresztą, co ja się nią przejmuje? Przecież to jej problem. Tak sobie przerabiałam rachunek prawdopodobieństwa i przypomniało mi się, że Czarek miał zajrzeć do Karata. No ale on ma sklerozę, to pewnie zapomniał. Ekstra i ja nie będę mogła się uczyć, bo się trzeba koniem zająć, a mój chłopak ma sklerozę. Znaczy, nie że się nie cieszę, że zobaczę Karata, z tego powodu bardzo się cieszę. Gorzej z tym, że mam masę nauki. Zresztą w końcu to 3 klasa- matura.
-Czarek! Chodź tu na chwilę.
-No co chcesz?
-Byłeś u Karata dziś może?
-Emm, dziś.. No tego no, dziś nie.
-O matko. Ile razy ci przypominałam i jeszcze zapomniałeś? Sklerotyk! Zbieraj się, zawieziesz mnie do niego.
-A ty przypadkiem uczyć się nie musisz?
-Muszę, ale dla Karata mam zawsze chwilę czasu. "Jeśli kochasz znajdziesz czas nie mając ani chwili".
-Aha, czyli dla jakiegoś tam konia masz, a dla mnie nie?
-Po pierwsze nie byle jakiego konia, tylko mojego Karacika. A po drugie, nawet jak nie mam czasu, bo muszę się uczyć, to zapraszam cię do siebie i mi pomagasz. Mam trening to cię na niego zapraszam. Więc nie narzekaj, gorzej od ciebie mają. No, a teraz już. Raz, dwa. Chciałabym się jeszcze trochę pouczyć.
Pojechaliśmy do Karata, zajęłam się nim jak należy i po godzinie byliśmy z powrotem w domu. Zdążyłam mniej więcej ogarnąć matmę. A jak pójdzie sprawdzian to się zobaczy. Pewnie znowu se weźmie zadania z dupy, których na lekcji nie robiliśmy. No ale, sory, taki mamy klimat.
>>Natalia<<
Film był genialny. Naprawdę świetny, wzruszający i w ogóle. Z Julą jak zwykle pochodziłyśmy jeszcze po sklepach, zrobiłyśmy małe zakupy, ale naprawdę nie chciało nam się wracać do domu i uczyć się matmy. Więc poszłyśmy jeszcze na lody. Grzecznie sobie szłam, ale byłoby zbyt pięknie no i musiałam się poślizgnąć. To to jeszcze pół biedy. Najgorsze to to, że wpadłam na jakiegoś kolesia jedzącego lody, no a te lody znalazły się na mnie. O Boże, co za wtopa!
-O matko! Bardzo cię przepraszam! Nie chciałam na ciebie wpaść naprawdę. No, a te lody to mogę ci oddać pieniądze, To wszystko przez te buty!
-Przepraszam, ale nie mówię po polsku.- powiedział całkiem uroczy chłopak z kolczykiem w wardze.
-Bardzo cię przepraszam, naprawdę nie chciałam. A za lody ci oddam.- odpowiedziałam tym razem po angielsku. Jeszcze tego mi brakowało jakiś obcokrajowiec. Jak się pomylę to dopiero będzie wtopa.
-Ale naprawdę nic się nie stało.
-Na pewno? To ile mam ci oddać?
-Na pewno. Nic nie musisz mi oddawać.
-No, ale jak to?
-Odwdzięczysz mi się w inny sposób.
-Tak? A jaki?
-No nie wiem, może spotkajmy się w piątek na Motoarenie?
-No skoro tak mogę ci się odwdzięczyć. O której?
-Hmm, może 15?
-Dobrze, to do zobaczenia.
-Czekaj! Może dałabyś mi swój numer, żebyś nie musiała mnie szukać na parkingu.
-No ok, faktycznie spędziłabym pół dnia na szukaniu. 7........
-No chyba do piątku nie zapomnisz jak wyglądam.
-No nie, ale wiesz różnie to bywa. Po szkole będę zmęczona. Dobra, pogadamy w piątek. Do zobaczenia.
-Zaczekaj jeszcze chwilę, nie wiem jak masz na imię. Jak mam cię zapisać?
-Natalia.
-Troy. Do zobaczenia.
Podeszłam do Julii, która żarła lody i obserwowała całą sytuację.
-No, widzę, że Natalia znalazła se faceta.
-Jula, daj spokój. Wtopa życia. Normalnie tak jak wtedy, jak Oliwia przeklnęła przy chemiczce, że ci wpierdoli, a ty na następny dzień nie przyszłaś do szkoły.
-Ta, pamiętam ten strach Oliwii.
Jula odwiozła mnie do domu i poszłam uczyć się matmy. Właściwie to powtórzyć matmę. Nigdy nie miałam z nią problemów, więc mogłam sobie pozwolić na wyjście. Gorzej Jula, która nie czai, ale poza tym, że nie uczy się najlepiej jest naprawdę fajna.
Wtorek, 6 października
>>Oliwia<<
Codzienna rutyna. Dzwoni budzik, mówienie pod nosem: "jeszcze tylko wtorek, środa, czwartek, piątek", poranna toaleta, ubrać się, uczesać i ruszyć na przystanek. Codziennie to samo. Nienawidzę rutyny.

>>Agata<<
Jak zwykle, Czarek się drze, że Oliwia stoi już na przystanku. Jakbym nie wiedziała. Ubrałam się, uczesałam

no i zeszłam do Czarka.
Kilka godzin później
>>Oliwia<<
Wróciłam ze szkoły, matma poszła mi chyba dobrze. Jutro sprawdzian z biologii, ale strasznie nie chce mi się do niego uczyć. Wolę posiedzieć z Maćkiem przed telewizorem, czy laptopem. Pouczę się przed lekcją, albo szybko ogarnę przed snem. To są tylko 3 tematy, więc powinno pójść szybko.
Siedzieliśmy z Maćkiem przed laptopem u mnie na łóżku i oglądaliśmy jakąś komedię.
-Oliwia, chodź pobiegać. Poprawisz sobie formę, a ja muszę ją utrzymać.
-Co proszę? Ja mam biegać i to nie na wf-ie? Pojebało cię?
-Oj no, Oliwia. Proszę.
-No dobra. Daj mi chwilę.
Wyjęłam jakieś dresy, włosy spięłam w kitka

i weszłam do mojego pokoju, gdzie czekał na mnie Maciek. Pobiegliśmy na miasto. Miałam dosyć naprawdę, a jak sobie pomyślę, że jeszcze mam wracać, to aż chce mi się rzygać. No nic, zgłodnieliśmy, więc poszliśmy sobie do McDonalda, nie ma to jak fast foody przy bieganiu.
No, zjedliśmy, chwilę odpoczęliśmy i ruszyliśmy w drogę powrotną. Na początku szliśmy, ale potem zaczęła się męka.
-Maciek, ja już naprawdę nie mam siły. Proszę cię, chodź na autobus.
-Oliwia, daj radę, jeszcze kawałek.
-Ty ten KAWAŁ, nazywasz KAWAŁKIEM!?
-Tak, właśnie. Dobra chodź na barana.
-Że co!?
-No chodź na barana.
-Przecież nie dasz rady biec ze mną.
-Dam, dam. Przyda mi się, to jest tak jakbym podnosił sztangę, tylko, że przyjemniejsze.
Weszłam mu na barana i było pięknie. W ogóle się nie męczyłam, za to Maciek podwójnie. Phi, sam chciał. Przecież mógłby biec sam, a ja bym poszła na autobus, czy tam na tramwaj. To już mi nie robi żadnej różnicy.
2 godziny później
Uczyłam się do biologii. Następnym razem jak Maciek będzie chciał ze mną biegać, niech mnie uprzedzi, gdzie on chce dobiec. Bo ze mną za daleko to nie dobiegnie. Zresztą dzisiaj się o tym przekonał.
-Mogę?
-Tak jasne. Siadaj Maciek.
-No to jak ci się podobało bieganie?
-Szczerze? Końcówka była najlepsza. W ogóle się nie zmęczyłam, było bajecznie. Ale chyba nie dla ciebie.
-A tu właśnie cię zaskoczę. Gadałem z Piterem i mówił, że za daleko to ty nie przebiegniesz. Więc wybrałem miasto, bo było dość daleko i tylko czekałem na moment, kiedy powiesz, że nie dasz rady, żebym mógł cię nieść. To była czysta przyjemność.
Tak sobie gadałam z Maćkiem, kiedy po około godzinnej rozmowie zauważył, że się uczę. Ale on spostrzegawczy jest.
-Dobra, to ja chyba pójdę, bo ci w czymś przeszkodziłem.
-Nie, spoko. Umiem już, a jak coś to sobie w szkole powtórzę. Zostań.
Powiedziałam i kazałam mu położyć się obok mnie. Tak sobie leżeliśmy, gadaliśmy i nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
>>Agata<<
Smacznie sobie spałam, kiedy obudził mnie dzwonek telefonu. Dzwonił Czarek. Co on ode mnie chce o tej porze?
-Halo?
~Cześć Agata, przepraszam, że cię obudziłem, ale chcę ci powiedzieć, że w piątek i sobotę śpisz u mnie.
-Co?
~No właśnie to. Twoi rodzice się zgodzili. No nie chcę ci przeszkadzać. Idź spać. Dobranoc kochanie.
-Dobranoc.
Ciekawe, czemu tak nagle mu się przypomniało, żebym u niego spała. A nie chwila, chłopakom tylko jedno w głowie. Jak mieszkał u mnie to nie byliśmy razem, a teraz jak jesteśmy parą to u mnie dom zajęty, a on mieszka sam. Więc idealna okazja. Ale czy ja tego chcę? Oczywiście, że chcę! Chyba.
--------------------------------------------------------------------------------------
Maciej "Magic" Janowski- ma 24 lata, mieszkał we Wrocławiu, ale ze względu na Oliwię przeprowadzi się do Torunia. Jest przyjacielem Oliwii, lecz chciałby być kimś więcej.
Troy "Batch" Batchelor- przyjaciel Oliwii, chłopak, na którego wpadła Natalia. Ich znajomość niedługo się rozwinie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz