>>Agata<<
Sobota, 12 września
Może nauczyłabym Czarka jeździć konno? Zawsze chciał spróbować. Ale to rodzice nie pozwolili, to kasy nie było. No to teraz nareszcie może spełnić marzenie z dzieciństwa. Kurde no, fajnie, że to ja mogę je spełnić.
Wstałam z łóżka, ubrałam się, uczesałam
i poszłam do kuchni zrobić śniadanie. Gdy zrobiłam śniadanie poszłam budzić Czarka, który spał w najlepsze. Tak słodko się uśmiechał. Aż żal go budzić. No, ale zrobiłam naleśniki, które on uwielbia. Mam nadzieję, że się nie obrazi.
-Czarek, wstawaj.
-Nie, daj jeszcze chwilę.
-Naleśniki nie będą na ciebie czekały. Zaraz będą zimne.
-No dobra, ale to tylko dlatego, że zrobiłaś naleśniki. Już wiesz, jak mnie wyjąć z łóżka.
Po chwili zajadaliśmy się naleśnikami. Postanowiłam zaproponować mu naukę jazdy konnej.
-Czarek, chciałbyś może się nauczyć jeździć konno?
-Jeszcze pytasz!? Uwielbiam konie, zawsze chciałem. No, ale wiesz, to rodzice, to finanse.
-A jak bym ci powiedziała, że ja mogę cię nauczyć? Może nawet na Karacie, którego uwielbiasz. Zresztą tak jak on ciebie. Myślę, że nie będzie mu to przeszkadzać. Ja na razie nie mogę jeździć, a Karat nie może wyjść z formy. Przecież zacznę jeździć to musi wszystko umieć perfekcyjnie. To jak? Chciałbyś Czarou?
-Kurwa! Serio!? No oczywiście, że chcę!
-No to fajnie. Idź się szykuj. Za pół godziny jedziemy do stajni.
>>Oliwia<<
Smacznie sobie spałam, kiedy ktoś zapukał do drzwi. A raczej walił do drzwi. No kurwa jeszcze głośniej! Głowa to chyba zaraz eksploduje! Po co ja tyle piłam? Ja pierdole. Po każdej imprezie zadaje sobie to samo pytanie. Dlaczego, aż tyle muszę pić? Obiecuje sobie, że następnym razem wypije mniej. A ja co? Piję tyle samo, albo więcej. Wygramoliłam się z łóżka, bo jaśnie pan Kacper nie raczy w ogóle wstać, i poszłam otworzyć drzwi. W drzwiach stał nie kto inny jak Magic z chłopakami.
-Cześć, przynieśliśmy aspirynę, kanapki i jakieś filmy. No wiesz 14 jest trzeba coś zjeść chociaż bułkę, pewnie głowa ci pęka to masz tabletkę- powiedział i podał tabletkę- a filmy na wieczór. No, budź Kacpra i chyba możemy się zaraz zwijać, nie?
-Tak, tak. Tylko dacie chwilę.- powiedziałam, po czym wyjęłam z walizki sukienkę i zdjęłam z suszarki kostium.- Kacper! Wstawaj!
-Już, już.- powiedział i przekręcił się na drugi bok.
O nie! Tak to się nie będziemy bawić. Poszłam do łazienki, wlałam w miskę zimną wodę i wylałam ją na Kacpra. Ten od razu wstał i krzyczał, że tego pożałuję. A co tam! Najwyżej mnie wrzuci do morza i nie pozwoli się opalać. To nic strasznego przecież.
Poszłam do łazienki, ubrałam się, uczesałam
i byłam gotowa. Po mnie wszedł Kacper, po 5 minutach wyszedł i poszliśmy na plażę. Jak zwykle bawiliśmy się genialnie. Nie myliłam się co do zemsty Kacpra. Wrzucił mnie do morza tylko, że z pomostu. Debil!
>>Roksana<<
Obudziłam się w pokoju braci wtulona w tors Pawła. Co mnie najbardziej zdziwiło? To, że on przytula mnie do siebie jeszcze bardziej. Musiałam się jakoś wyślizgnąć z jego dosyć mocnego uścisku. Przecież wyglądam jak 8 nieszczęść. Muszę iść do pokoju, wziąć prysznic, umyć włosy i założyć coś porządniejszego. Znając chłopaków pewnie pójdziemy na jakiś spacer, czy do wesołego miasteczka. Albo zabiorą mnie na stadion, choć widziałam go już tysiące razy. Ale siedzieć w pokoju to do moich braci naprawdę niepodobne. To, że dzisiaj w nocy oglądaliśmy filmy, to była tylko i wyłącznie zasługa kaca.
Wygramoliłam się z uścisku Pawła, coś tam mruczał pod nosem, ale cały czas spał. Wyszłam z pokoju braci, weszłam do mojego. Dzięki Bogu, że to ja miałam klucz. Weszłam pod prysznic, umyłam włosy, ubrałam się
i siedziałam w pokoju z laptopem na kolanach ogarniając co się dzieje jak mnie nie ma. Ciekawe kiedy chłopacy się kapną, że wyszłam z pokoju i siedzę u siebie. Żeby się kapnęli, to najpierw muszą wstać. Właśnie ciekawe, kiedy uczynią ten zaszczyt. No cóż, długo nie posiedziałam a w pokoju pojawił się Paweł.
>>Czarek<<
Siedziałem na Karacie, Agata tłumaczyła co i jak mam robić, ale nie potrafiłem się skupić. Mój wzrok był skierowany na Agatę. Podziwiałem jej piękną, nietypową urodę. O MATKO! Jaka ona jest śliczna. Ach, tak z nią być. Widzieć jej piękny uśmiech, piękne oczy, włosy, ogólnie jej twarz. Czuć jej zapach włosów, jej perfum. Słyszeć jej śmiech, dowcipy, te porypane teksty. Ale jeszcze za wcześnie, żeby o to pytać. Zresztą nawet nie wiem, czy na 100% coś do niej czuje. No i najważniejsze, czy ona czuje coś do mnie. Znamy się tydzień. Poczekam jeszcze z 2-3 tygodnie i wtedy się zapytam. Myślę, że to będzie odpowiedni czas. No i mam nadzieję, że się zgodzi. Chociaż, żeby spróbować. Zobaczyć, jak nam będzie jako parze.
Dalsza jazda poszła mi chyba dobrze. Nareszcie się skupiłem, ale cały czas nie mogłem się doczekać, aż zapytam się jej o chodzenie. Nawet jeśli powie nie, będę z siebie dumny, że ją zapytałem. A przede wszystkim, że biorę udział w tych wyścigach. Dzięki nim poznałem ją, a dokładniej dzięki wypadkowi. Naprawdę cieszę się, że go miałem.
>>Roksana<<
Tak jak myślałam idziemy się przejść.
Szybko włożyłam jakieś ciuchy, uczesałam się, przy pomocy Pawła. O dziwo ten chłopak umie zajebiście czesać. Dobrze wiedzieć, będę miała łatwiej.
Po 10 minutach byłam gotowa, poszliśmy na stadion.
Potem do wesołego miasteczka, a na końcu na miasto. Jak to chłopacy robili durne rzeczy. Co chwila zaczepiali przechodniów, rzucali kamieniami w okna, a potem spierdalali no jak dzieci. Ostatnim punktem wycieczki była plaża. Trafiliśmy na zachód słońca. Piter z Przemkiem się gonili. A ja z Pawłem staliśmy na piasku, Paweł obejmował mnie w talii. Czułam się jak księżniczka, jakbym mogła wszystko. Staliśmy w ciszy. Nie była ona niezręczna. No, ale Paweł musiał ją przerwać.
-Roksana, ja wiem, że znamy się dopiero 4 dzień, ale zrozum, że nie mogę tak dłużej. Strasznie mi się podobasz. Ja się chyba zakochałem i mogę to wykrzyczeć całemu światu! Ja wiem, że możesz nie podzielać mojego zdania. Chociaż słyszałem od twoich braci z milion razy, że cały czas o mnie rozmawiasz. Że chciałabyś mieć ze mną rodzinę. Nie sądziłem, że jak cię spotkam będę czuł to samo. Roksana ja cię kocham. Zostaniesz moją dziewczyną?- klęknął przede mną i wyjął małe pudełeczko, w którym znajdowała się piękna, złota bransoletka.
-Wstawaj debilu! Oczywiście, że chcę!- krzyknęłam i Paweł zapiął mi bransoletkę na ręce. Piter i Przemek zaczęli klaskać, a do nich przyłączyli się inni ludzie.
Czemu się zgodziłam? Nie wiem, po prostu to zawsze było moje marzenie. A ja uwielbiam je spełniać, najwyżej nam nie wyjdzie. Ale chociaż go poznałam, jestem jego dziewczyną. Dwa odhaczone.
Kiedy wróciliśmy do hotelu. Paweł wziął mnie na ręce i przeniósł przez próg naszego pokoju.
-A tego się nie robi po ślubie?
-Oj tam. Dla mnie to już jest mini ślub.- położył mnie na łóżku i poszedł do łazienki.
Gdy wyszedł weszłam tam ja. Kiedy wyszłam położyłam się obok mojego chłopaka, wtuliłam w niego i w moment odleciałam do krainy Morfeusza.
>>Kacper<<
Gdy wróciliśmy z plaży poszliśmy coś zjeść, potem do nas do pokoju oglądać filmy. Nie miałem najmniejszej ochoty tego robić. Marzyłem, żeby tylko wyszli znajomi Oliwii, żebym znowu mógł być z nią sam na sam. Mam nadzieję, że to ostatni film. Serio, mogliby już wyjść.
Dzisiaj w sumie miałem farta. Pół godziny później chłopaków już nie było. Spełniło się moje marzenie, zostałem sam na sam z Oliwią i wykorzystaliśmy ten czas jak najlepiej się dało.
wtorek, 29 września 2015
poniedziałek, 28 września 2015
Rozdział 7
>>Oliwia<<
Piątek, 11 września
Piątek, 11 września
O 5.00 nad ranem biegałam po domu i szukałam rzeczy, które muszę jeszcze zabrać. Jak to ja robię wszystko na ostatnią chwilę. Gdy wróciłam wczoraj ze szkoły, byłam tak zmęczona, że poszłam spać, a obudziłam się z godzinę temu. Mam nadzieję, że wszystko wzięłam. No okaże się w Hiszpanii. O 8.00 mamy samolot. Za jakąś godzinę Kacper po mnie przyjedzie, musimy jeszcze jechać do Bydgoszczy na lotnisko. Spakowałam myślę już prawie wszystko, oprócz takich rzeczy jak dezodorant, pasta, szczoteczka itp. Ale zrobię to jak będę gotowa. Znając mnie nie zamknę tej walizki i trzeba będzie wołać Kacpra, żeby mi pomógł. Zawsze robił to albo Przemek albo Piter. Ja siadałam oni zamykali. Parę razy urwał się zamek i tak oto jest to chyba moja 10 walizka. Większych już chyba nie ma. Mam nadzieję, że tej nie zepsuje.
Poszłam do łazienki, umyłam się, ubrałam, uczesałam
i byłam gotowa. Miałam jeszcze pół godziny, więc ogarnęłam co dzieje się na świecie. Po około 20 minutach do drzwi zadzwonił Kacper. Poszłam mu otworzyć. Ten nawet nie zdołał się przywitać, bo od razu na niego naskoczyłam z prośbą.
-Hej misiek. Pomóż mi zapiąć walizkę.- poprosiłam i zrobiłam oczy a'la kot ze Shreka.
-Jezu, kolejna co nie umie walizki zapiąć. Każdej, ale to naprawdę każdej muszę pomóc domykać. Zaczynając od mojej siostry, kończąc na tobie.
-Matko, nie marudź tylko chodź. Chcę już jechać.- powiedziałam i pobiegłam na górę. Usiadłam na walizkę, a Kacper bardzo szybko i bezproblemowo ją zapiął. Wziął ją i zaniósł do samochodu. Wzięłam torebkę i poszłam za nim.
***
Koło 7.00 byliśmy już na lotnisku. Postanowiłam zadzwonić do Agaty, Dajany, Przemka, Pitera, Roksany i jeszcze kilku znajomych, żeby do mnie nie dzwonili i nie pisali, bo zapłacą za to fortunę. Nie mogłam się doczekać, kiedy wreszcie wsiądę do samolotu i zapomnę o wszystkim. O wszystkich problemach, szkole, nadchodzącej maturze, Nic nie będzie miało znaczenia. Tylko ja, Kacper i słoneczna, gorąca Hiszpania.
***
O 7.40 siedziałam już w samolocie. Byłam padnięta, więc położyłam głowę na ramieniu Kacpra. Przy nim zasypiam bardzo szybko.
Lot minął dosyć szybko, pewnie dlatego, że cały przespałam. W Hiszpanii byliśmy koło 15.00. Wylądowaliśmy w Madrycie, złapaliśmy taksówkę i pojechaliśmy do naszego hotelu.
Jezu, jaki ten hotel piękny. Ciekawe jak pokój. Kiedy weszliśmy do hotelu Kacper poszedł odebrać klucz i ruszyliśmy do pokoju.
O Matko! Bajeczny. No po prostu jak z bajki. Czuję się jakbym była w pałacu. Walnęłam się na łóżko i rozmyślałam jaki to będzie zajebisty tydzień.
-To jak? Idziemy na plażę?- moje rozmyślenia przerwał Kacper.
-Jasne, daj mi chwilę.- powiedziałam i ruszyłam do łazienki. Ubrałam się w kostium, a na niego wrzuciłam jakąś sukienkę.
Plaża była piękna, piasek parzył, woda przezroczysta. Jezu! Mogłabym tu zamieszkać.
>>Roksana<<
Spałam wtulona w Pawła, kiedy do pokoju wpadł Przemo.
-Roksana! Masz jakąś aspirynę, czy coś?
-Ciszej, głowa zaraz mi eksploduje, Poza tym musisz się drzeć o 8.00 rano?
-Jakiej 8.00? Jest 15.00!
-Co kurwa!?
-Roksi ciszej!- odezwał się Paweł.
-Ty weź wstawaj! 15.00 jest!
-Jeszcze 5 minut. No proszę.- błagał Paweł.
Podeszłam do walizki, wyciągnęłam aspirynę i dałam Przemkowi.
-Tylko oddaj mi ją. Nie tylko tobie jest potrzebna. Tak w ogóle jakieś plany na dziś?
-Szczerze? Nie mam pojęcia. Może zostańmy tutaj. Zrobimy sobie jakąś noc horrorów, czy coś.
-Dobra, tylko wiesz, ja się panicznie boję.
-Tak wiem, myślisz, że niby czemu horrory? Żebyś się do Pawełka przytulała.
-Cicho siedź, bo go obudzisz.- powiedziałam, po czym Przemek wyszedł z pokoju.
Weszłam do łazienki, ubrałam jakieś dresy, włosy związałam w warkocza
i poszłam budzić Pawła. O dziwo wstał od razu. Chyba nie mógł już zasnąć, przez ból głowy. Ostro wczoraj zabalowaliśmy. Prawda.
Chwilę później do pokoju wszedł Piter oddając tabletki. Wzięłam je, a następnie podałam Pawłowi. Po około godzinie ból znacznie ustąpił.
***
O 19.30 poszliśmy do pokoju Przema i Pitera. Chłopacy mieli już przygotowanego laptopa, przekąski i całą artylerię najstraszniejszych horrorów. Dlaczego oni mi to robią? Najpierw każą mi latać praktycznie co tydzień samolotem, teraz każą oglądać horrory. No i te podstępy z Pawłem. Znaczy to mi się akurat podoba. Ale czy jemu też? Czy nie będzie mu przeszkadzać, że będę się do niego przytulała? Sama nie wiem. W samolocie nie przeszkadzało mu, że spałam na jego ramieniu. Nie przeszkadzało mu, że spałam dziś wtulona w niego jak w mojego chłopaka, albo w najlepszego pluszaka z dzieciństwa.
***
Tak jak przeczuwałam cały czas się darłam i tuliłam do Pawła, właściwie on odwzajemniał za każdym razem uścisk. Więc chyba naprawdę mu to nie przeszkadza. Bardzo dobrze, bo jeszcze 4 noce przed nami.
>>Oliwia<<
Leżałam w łóżku i odpoczywałam po dzisiejszej podróży i wygłupów z Kacprem na plaży.
-To co kotek? Idziemy na imprezę?
-Powaliło cię? Nóg nie czuje, a co dopiero mam jeszcze tańczyć.
-No proszę cię.
-Nie.
-A jak ci powiem, że będą tam twoi znajomi?
-Moi znajomi, czyli?
-Magic, Ginger, Chris, Troy, Nick, Tai, Duzers.
-No dobra, dawno się z nimi nie widziałam, to ok. Daj mi godzinkę.
-Że ile!?
-Tylko godzinę. Dasz radę.
-A mam jakieś wyjście?
Weszłam do toalety. Szybko się ubrałam, uczesałam, pomalowałam
i po 1,5 godzinie byłam gotowa.
-Miała być godzina.- powiedział Kacper udający nadąsanego.
-Oj tam, oj tam. To tylko pół godziny więcej.
-Tylko!? Dla mnie to aż.
-Oj, przestań już udawać, bo nie pójdę!
-No dobra, dobra.
Po 20 minutach byliśmy w klubie. Bardzo się cieszyłam, że zobaczyłam chłopaków. Dawno ich nie widziałam, oni mają mecze, ja szkołę. No ale dobra, najważniejsze, że teraz tu są. Jak się okazało Kacper ich ściągnął. Boże, on jest NIEZIEMSKI!
Chyba ubawiłam się za wszystkie czasy. Ta noc była ZAJEBISTA, w sumie zajebista to nawet za mało powiedziane. Do hotelu wróciliśmy z Kacprem koło 5 nad ranem. Na jutro, a właściwie na dzisiaj jesteśmy umówienie na plażę o 16.00. Ja mam nadzieję, że wstaniemy do tej godziny. A jak nie, to chłopaki znają numer to nas obudzą.
Poszłam do łazienki, wzięłam szybki prysznic, ubrałam w piżamę i poszłam do pokoju powiedzieć Kacprowi, że może wejść. A on co? On śpi. Nawet nie zdjął ciuchów. Trudno, ja to za niego zrobię. Zdjęłam jego jeansy, koszulkę i teraz będzie spać w samych bokserkach. O tak! To lubię. Położyłam się koło niego, wtuliłam i moment zasnęłam.
>>Paweł<<
Była już 5.10, a filmy nadal leciały. Wszyscy spali tylko nie ja. Przyglądałem się Roksanie, jak słodko spała na mojej klatce. Jest taka piękna. Czy w makijażu, czy bez. Czy w dresie, czy w sukience. Jest piękna w każdym wydaniu. Uwielbiam tą dziewczynę! W sumie bardzo się cieszę, że dałem się namówić na ten wyjazd. Ale z tą kawą to był naprawdę czysty przypadek! Oj, wtedy jaka była słodka, Taka zarumieniona. Strasznie mi się podoba ta dziewczyna. Kurwa! Chyba się zakochałem. O nie! A jak to będzie kolejna, która leci na moją kasę? Nie, na pewno nie. Roksana taka nie jest. Przecież Piter i Przemek ją wychwalali. Jaka to ona jest, jaka nie jest. I w sumie zgadzam się z każdym elementem. W ogóle pytać ją, czy nie pytać? Nie w sumie jeszcze nie. Przecież znamy się dopiero kilka dni. Nie, nie. Trzeba jeszcze trochę zaczekać. Trzeba.
niedziela, 27 września 2015
Rozdział 6
>>Roksana<<
Czwartek, 10 września
Czwartek, 10 września
W Anglii byliśmy około 7.00. Pojechaliśmy do Poole razem z Pawłem. Kurczę, ten chłopak jest genialny. Nie dość, że cholernie przystojny, miły, wygadany i w ogóle, to jeszcze chyba mnie polubił. Kurde, no. Przemek i Piotrek Pawliccy- moi bracia, wybitni żużlowcy. Ich koledzy- żużlowcy. A ja nie znam ich kolegów. No, kurde! Dlaczego? Teraz poznałam Pawła, tylko dzięki pechowi. Wpadł na mnie, kurde jaki on był wtedy słodki. Jak przepraszał, jak by stało się nie wiadomo co. No dobra od innych pewnie by dostał wpierdol. Ale, że byłam to ja to nie byłam w stanie ust otworzyć.
Koło 9 byliśmy w Poole, pojechaliśmy do hotelu. No oczywiście Piter jak to Piter wie jak bardzo lubię Pawełka, wziął 2 pokoje 2-osobowe. A tam pewnie co? Łóżko małżeńskie! Super, ledwo go znam a już mam z nim w jednym łóżku spać. Zawsze o tym marzyłam, ale chciałam się z nim lepiej poznać.
Poszliśmy do pokoi, rozpakowaliśmy się. Oczywiście nie myliłam się, na środku pokoju stało wielkie, bardzo ładne i całkiem wygodne łóżko 2-osobowe. Po chwili ktoś zapukał do drzwi. Super! Ledwo w ogóle tu weszłam, a już pukają. Nawet się rozpakować nie dadzą.
-Proszę!- krzyknęłam.
-Roksana, przedłużamy wyjazd do wtorku.
-No ok, Oliwia wie?
-Nie.
-No kurwa! Zawsze ja muszę ją o wszystkim powiadamiać. W ogóle nie boicie się zostawić ją w domu samą do wtorku!? Przecież z Kacprem dom rozwalą!
-Oj tam, oj tam. Młoda jest niech się bawi. Dobra nie przeszkadzam wam gołąbeczki. Rozpakujcie się, pogadajcie czy co tam chcecie. Cześć, do zobaczenia później.- powiedział Piotrek i wyszedł z pokoju.
Serio on myśli, że co? Że ja z nim do łóżka pójdę? Przecież ja się Pawłowi nie podobam. Chyba. Zresztą ja nie wskakuje chłopakom do łóżka po miesiącu znajomości, a co dopiero po kilku godzinach. No po prostu z niego nie mogę, no! Ma 21 lat, a się zachowuje jak by miał 12. No po prostu FACE PALM! Dobra, trzeba powiadomić Oliwię.
>>Oliwia<<
Siedziałam na lekcji religii, kiedy zaczął wibrować mój telefon. Postanowiłam, że pójdę do toalety i oddzwonię do tego kogoś. Nauczycielka pozwoliła mi wyjść, więc ruszyłam do WC i wybrałam numer siostry, po zorientowaniu się, że to ona dzwoni. Ciekawe czego chce? A poza tym nie wie, że w szkole siedzę?
~Halo?
-Cześć Roksi, czy ty nie wiesz, że ja w szkole siedzę? Skoro dzwonisz musi to być coś ważnego.
~No wiesz co, tak jakoś wyszło, że zapomniałam. Wiesz, dawno mnie w szkole nie było. A dzwonię w sprawie tego, że chatę masz wolną do wtorku.
-A to całkiem fajnie, ale w piątek lecę do Hiszpanii z Kacprem na tydzień.
~Co!? A zapytać się!?
-Przecież jestem pełnoletnia, sama o sobie decyduje. Zresztą muszę kończyć, kobieta może coś podejrzewać.
~Dobra, no to miłej zabawy. Wróćcie w dwójkę, proszę. Nie chcę być jeszcze ciocią.
-Postaramy się. Hah. Cześć.
~Pa.
Wróciłam do klasy. Oczywiście dostałam opieprz, że coś długo mnie nie było, no ale wytłumaczyłam się problemami zdrowotnymi, dzięki czemu zostałam wysłana do pielęgniarki i zwolniona do domu. W sumie fajnie siedziałabym do 15, a tak nie było mnie już na 3.lekcji.
>>Dajana<<
Przemek, Piotrek i Roksana wyjechali do Anglii. W Polsce została tylko Oliwia. Dawno się z nią nie widziałam. Muszę się z kimś spotkać. Moi przyjaciele wyjechali nad morze. Miałam jechać z nimi, ale musiałam zostać ze względu na treningi. Muszę się komuś wygadać.
~Halo?
-Cześć Oliwia.
~Dajana? Kurwa, gdzie ty byłaś? Myślałam, że zapadłaś się pod ziemię! Dzwoniłam, nie odbierałaś.
-Zmieniłam numer, przepraszam. Jestem w Toruniu. Chciałam się spotkać, czy coś, ale byłam pochłonięta treningami.
~Racja, a tak na marginesie. Jak ci poszły zawody w Chłopskiej? Musiałam je opuścić po połowie, bo Agata miała wypadek.
-Trzecia byłam. No właśnie fatalnie to wyglądało. Co jej się stało?
~Złamane biodro, ręka, wstrząśnienie mózgu. Ale teraz jest już git.
-No to dobrze. Co powiesz za 10 minut u mnie?
~Chodź do mnie. Muszę cię przedstawić mojemu chłopakowi.
-No, no. Olisia się zakochała. Dobra do zobaczenia skarbie.
~No cześć.
Poszłam się ubrać. Szybko znalazłam jakiś zestaw, uczesałam się
i ruszyłam na przystanek.
Po około 20 minutach u niej byłam. Zapukałam do drzwi, a otworzyła je jak zwykle uśmiechnięta Oliwia.
-Spóźniłaś się! Dajanka, kurwa nareszcie cię widzę.- przytuliła się do mnie.
-Przepraszam, autobus się spóźnił.- wpuściła mnie do domu i kazała usiąść na kanapę.
-Widzę, że nie tylko ty masz problemy ze spóźniającymi się autobusami.- powiedziała, po czym krzyknęła.- Kacper!
-Idę, idę!- krzyczał chłopak, schodząc ze schodów. Był całkiem przystojny, miał piękne oczy i wyrzeźbione ciało. W sumie ta moja siostra ma gust.
-Dajana, to jest Kacper, mój chłopak. Poznaliśmy się 1 września wpadając na siebie. Kacper to jest Dajana, moja siostra.
-Miło mi.- powiedział Kacper.
-Mi również.- powiedziałam po czym uścisnęliśmy sobie dłonie.
Rozmawialiśmy o wszystkim. Kacper to bardzo fajny chłopak. I ma genialne poczucie humoru.
>>Agata<<
Muszę jechać do Karata. Tak się stęskniłam za tym maleństwem. On pewnie za mną też. Poszłam do "pokoju Czarka" i poprosiłam, aby zawiózł mnie do Karata. Póki co mieszka z innymi końmi, wynajmuję mu miejsca u pana Marka, bo na razie nie mam własnej stajni. Mam nadzieję, że niedługo to się zmieni. Czarou bez namysłu się zgodził i powiedział, żebym za 15 minut była na dole.
Ubrałam się, uczesałam
i zeszłam na dół. Czarek już na mnie czekał. Wsiedliśmy do jego samochodu i po około 20 minutach byliśmy u Karata. Od razu do niego pobiegłam, pogłaskałam, pobawiłam się, nakarmiłam i umyłam go. Czarek mi pomagał. Karat chyba go polubił. Czarek lubi konie, więc dla niego to czysta przyjemność.
>>Roksana<<
O 19.00 idziemy na imprezę. Jest 17.30. Muszę się sprężać! Pobiegłam się umyć, ubrałam się, uczesałam, pomalowałam i byłam gotowa. No, 18.30, niezły czas.
Totalnie nie wiedziałam, co mam robić przez te pół godziny. Postanowiła nadrobić YT. W sumie obejrzałam z 3 filmiki i musieliśmy wychodzić. W klubie byliśmy o 19.20. Chłopaki od razu polecieli po drinki. Całą noc przetańczyłam z Pawłem. No dobra, może nie całą, parę razy tańczyłam z braćmi no i może z raz z jakimś facetem. Jak z nim tańczyłam widziałam w oczach Pawła zazdrość. Ale czemu? Przecież nie jesteśmy razem, ani nic. Chciałabym, żeby było inaczej. Ale jeszcze nie teraz. A co jeśli on też tego chce? Oby, było by zajebiście! No i spełniłabym marzenie. Najlepsza rzecz, jaką można robić. Spełniać marzenia. Tylko czasami te marzenie spełnia inna osoba. Oby teraz Paweł spełnił moje marzenie. Znaczy może nie teraz, trochę później.
W hotelu byliśmy koło 4 nad ranem. Padliśmy jak muchy.
sobota, 26 września 2015
Rozdział 5
>>Oliwia<<
Środa, 9 września
Ta noc była cudowna. Ach, jaki on był delikatny. Kuwa! Ja chcę jeszcze raz. Ale dobra wszystko w swoim czasie. Leżeliśmy z Kacprem w łóżku. Była jakaś 6.00, Kacper jeszcze spał a ja go podziwiałam. Niespodziewanie otworzył jedno oko.
-Ja wiem, że jestem mega przystojny i w ogóle, ale czy od rana musisz rozbierać mnie wzrokiem?
-Rozbierać to cię akurat nie muszę.- znowu przypomniałam sobie dzisiejszą noc.- Dobra, jak chcesz to możesz iść jeszcze spać. Ja idę się szykować do szkoły. Możesz tu zostać, chatę mam wolną. Roksana przyjedzie dopiero w piątek.
-Dobra, dobranoc.- powiedział i mnie pocałował.
Wstałam poszłam do łazienki, umyłam się, ubrałam, uczesałam.
I pojechałam do szkoły.
***
W sumie lekcje zleciały mi dosyć szybko, mimo że miałam lekcje do 15.15. W momencie wychodzenia ze szkoły nie myślałam o niczym innym, żeby spotkać się z Kacprem. Wsiadłam do mojego samochodu i ruszyłam do domu, po drodze dostając mandat za prędkość. Mówi się trudno, kiedyś musiał być ten pierwszy raz. Weszłam do domu, rzuciłam plecak na przedpokój, zdjęłam buty i poszłam szukać mojego chłopaka.
-Jestem! Kacper!
-Na górze!
Szybko weszłam na górę, a ten siedział na łóżku z podejrzanym uśmiechem.
-A ty co się tak szczerzysz?- zapytałam
-Lecimy do Hiszpanii!
-Co? Kiedy? Przecież ja mam w tym roku maturę! Nie mogę sobie tak o opuszczać szkoły! Pojebało cię?
-Czyli nie chcesz jechać? Myślałem, że zrobię ci niespodziankę i się ucieszysz.- powiedział ze smutną miną.
-Ale skarbie, cieszę się naprawdę, tylko mógłbyś najpierw ze mną o tym porozmawiać. Dobrze wiesz, że matura jest dla mnie ważna.
-Wiem, wiem, ale jest dopiero wrzesień, jeszcze nie masz tak dużo zakuwania. Lecimy w piątek. To jak?
-Że co!? Już w piątek!? Przecież ja się nie zdążę ogarnąć!
-Czyli lecimy?
-Z tobą choćby na koniec świata.- powiedziałam, po czym go pocałowałam. Bardzo szybko powtórzyliśmy zdarzenia z nocy.
>>Agata<<
Dostałam sms od rodziców, że pojechali z Jagodą do Chorwacji na 2 tygodnie. W sumie fajnie dom wolny, tylko szkoda, że dopiero teraz o tym napisali. No trudno. Czarek cały czas u mnie siedzi. W sumie ok, lepiej się z nim poznam, a może nawet coś z tego wyjdzie. Ale było by zajebiście! Ale czemu o tym myślę? Przecież on nawet nic nie powiedział, ani nie zaproponował.
Postanowiłam go powiadomić o tym, że mamy wolny dom na 2 tygodnie. Ucieszył się, no no, chyba naprawdę chcę mnie lepiej poznać. Kto by się spodziewał, że zwykłe spotkanie w szpitalu, a tak wyszło. Teraz zdałam sobie sprawę, że ja z nim mieszkam. Ja pierdolę, przecież ja nic o nim praktycznie nie wiem, No kurwa! Ja myślałam, że on przyjdzie na jedną noc, a potem przyjedzie. Ale żal mi go wyganiać. Jest tak kurewsko przystojny i słodki, że aż O MATKO!
***
Gadałam z Oliwią przez Skype, kiedy powiedziała mi, że wylatuje z Kacprem do Hiszpanii na tydzień. To do niej nie podobne, żeby w roku szkolnym wyjeżdżała. No ale w sumie kiedy miała z nim wylecieć? Poznali się w rozpoczęcie roku, a następne wakacje mogą się nienawidzić. No mam nadzieję, że będą się dobrze bawić. No i najważniejsze! Że wrócą dwójkę!
***
Gadaliśmy z Czarkiem całą noc. Chyba nie ma już rzeczy o której o sobie nie wiemy. Wszystko sobie opowiedzieliśmy od czasy kiedy byliśmy dziećmi do teraz. Kiedy opowiadał o "wypadku" rzekomym pobiciu z kolegą, motał się w tym co mówi. Czyżby kłamał? Ale po co? Co takiego zrobił, żeby kłamać? Szczerze nawet nie wiem, czy on kłamał. Mam nadzieję, że nie, bo ja byłam z nim szczera w 100 %. Czemu? Sama nie wiem. Mam takie uczucie, że mogę mu bezgranicznie zaufać. Obym się nie myliła i nie okazał się dupkiem, który potem wszystko wygada.
>>Roksana<<
Spałam w warszawskim hotelu, kiedy zadzwonił budzik około godziny 2 w nocy.
-No ja pierdolę!- wydarłam się na cały głos.
-Siostra, uspokój się! Nam też się nie chce wstawać, ale czy się drzemy na cały hotel? Nie! Więc bądź łaskawa ruszyć swoje cztery litery, bo za chwilę spóźnimy się na samolot!- skarcił mnie Przemek.
Wstałam, poszłam do łazienki, ubrałam się, uczesałam
wzięłam walizkę i poszłam przed hotel, gdzie czekali na mnie moi bracia. Ruszyliśmy na lotnisko. Na miejscu byliśmy koło 3.00. Samolot za 1,5 godziny. Zajebiście! Co ja mam przez tyle czasu robić? Stałam praktycznie na środku lotniska, kiedy wpadł na mnie jakiś koleś, wylewając na mnie kawę.
-O Boże! Strasznie cię przepraszam! Nie chciałem, nie zauważyłem cię! Może zdążę jakoś to sprać.- zauważyłam, że przede mną stoi Paweł Przedpełski, mój ulubiony zawodnik. Byłam na niego zła, ale gdy ogarnęłam, że to Paweł cała złość ze mnie zeszła. Stałam jak wryta. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. No bo powiedz coś mądrego do swojego idola, żeby nie wziął cię za jakąś napaloną fankę, czy coś w tym stylu.- Halo? Ziemia do...- zatrzymał się! Kuwa, mam mu powiedzieć swoje imię? Czy nie? W tym momencie na prawdę zapomniałam swojego imienia. Z zamyśleń i opresji wyrwał mnie Piter. O MATKO! NO PO PROSTU SPADŁ MI Z NIEBA W TYM MOMENCIE!
-Paweł, to moja siostra Roksana. Wybacz za nią, jest trochę nieśmiała.- powiedział Piter. Co on wygadywał? Ja nieśmiała!? Dobra w tym momencie to naprawdę nie miało znaczenia.
-Cześć Roksana. Nieziemskie masz imię.- powiedział Paweł. No ekstra! Teraz mu po prostu muszę odpowiedzieć. Cholera! Jeszcze zacznę się jąkać, albo język mi się poplącze, czy coś.
-Hej, dziękuję Paweł.- odpowiedziałam mu, po czym ulotniłam się do Przemka. Czekałam tylko na to, żeby wreszcie wsiąść do samolotu! Chociaż strasznie się boję.
***
Około godziny po naszym przyjeździe poszliśmy na odprawę, która poszła dosyć szybko. Wsiedliśmy do samolotu, a obok mojego miejsca, siedział nie kto inny jak...PAWEŁ! Właśnie on, no przecież kolana mi się uginają jak go widzę! Boję się lecieć, a jeszcze obok mnie jest Paweł!? Chciałam się przytulać do MOICH BRACI! A ich co? Nie ma! Muszę udawać, że się nie boję, choć będzie strasznie ciężko. Zajęłam miejsce obok Pawła. Chyba przeczuł, że się boję, albo Piter mu powiedział. Właśnie Piter! To on miał siedzieć obok mnie! Zamienił się z Pawłem. Już ja z nim sobie porozmawiam jak będziemy na miejscu.
Samolot ruszył. Ja pierdolę! Jak ja się bałam. Przytulił mnie Paweł, zrobiłam to samo. Z całej siły się do niego przytuliłam, przez jakąś godzinę lotu z nim gadałam. Wreszcie! Najgorsze są pierwsze słowa, potem idzie ja po maśle. Ale dalszy lot przespałam na ramieniu Pawła. Śnił mi się on i ja, wielki dom, 2 dzieci. Ach, jak było by pięknie. Ale zbyt pięknie, żeby mogło być prawdziwie.
Środa, 9 września
Ta noc była cudowna. Ach, jaki on był delikatny. Kuwa! Ja chcę jeszcze raz. Ale dobra wszystko w swoim czasie. Leżeliśmy z Kacprem w łóżku. Była jakaś 6.00, Kacper jeszcze spał a ja go podziwiałam. Niespodziewanie otworzył jedno oko.
-Ja wiem, że jestem mega przystojny i w ogóle, ale czy od rana musisz rozbierać mnie wzrokiem?
-Rozbierać to cię akurat nie muszę.- znowu przypomniałam sobie dzisiejszą noc.- Dobra, jak chcesz to możesz iść jeszcze spać. Ja idę się szykować do szkoły. Możesz tu zostać, chatę mam wolną. Roksana przyjedzie dopiero w piątek.
-Dobra, dobranoc.- powiedział i mnie pocałował.
Wstałam poszłam do łazienki, umyłam się, ubrałam, uczesałam.
I pojechałam do szkoły.
***
W sumie lekcje zleciały mi dosyć szybko, mimo że miałam lekcje do 15.15. W momencie wychodzenia ze szkoły nie myślałam o niczym innym, żeby spotkać się z Kacprem. Wsiadłam do mojego samochodu i ruszyłam do domu, po drodze dostając mandat za prędkość. Mówi się trudno, kiedyś musiał być ten pierwszy raz. Weszłam do domu, rzuciłam plecak na przedpokój, zdjęłam buty i poszłam szukać mojego chłopaka.
-Jestem! Kacper!
-Na górze!
Szybko weszłam na górę, a ten siedział na łóżku z podejrzanym uśmiechem.
-A ty co się tak szczerzysz?- zapytałam
-Lecimy do Hiszpanii!
-Co? Kiedy? Przecież ja mam w tym roku maturę! Nie mogę sobie tak o opuszczać szkoły! Pojebało cię?
-Czyli nie chcesz jechać? Myślałem, że zrobię ci niespodziankę i się ucieszysz.- powiedział ze smutną miną.
-Ale skarbie, cieszę się naprawdę, tylko mógłbyś najpierw ze mną o tym porozmawiać. Dobrze wiesz, że matura jest dla mnie ważna.
-Wiem, wiem, ale jest dopiero wrzesień, jeszcze nie masz tak dużo zakuwania. Lecimy w piątek. To jak?
-Że co!? Już w piątek!? Przecież ja się nie zdążę ogarnąć!
-Czyli lecimy?
-Z tobą choćby na koniec świata.- powiedziałam, po czym go pocałowałam. Bardzo szybko powtórzyliśmy zdarzenia z nocy.
>>Agata<<
Dostałam sms od rodziców, że pojechali z Jagodą do Chorwacji na 2 tygodnie. W sumie fajnie dom wolny, tylko szkoda, że dopiero teraz o tym napisali. No trudno. Czarek cały czas u mnie siedzi. W sumie ok, lepiej się z nim poznam, a może nawet coś z tego wyjdzie. Ale było by zajebiście! Ale czemu o tym myślę? Przecież on nawet nic nie powiedział, ani nie zaproponował.
Postanowiłam go powiadomić o tym, że mamy wolny dom na 2 tygodnie. Ucieszył się, no no, chyba naprawdę chcę mnie lepiej poznać. Kto by się spodziewał, że zwykłe spotkanie w szpitalu, a tak wyszło. Teraz zdałam sobie sprawę, że ja z nim mieszkam. Ja pierdolę, przecież ja nic o nim praktycznie nie wiem, No kurwa! Ja myślałam, że on przyjdzie na jedną noc, a potem przyjedzie. Ale żal mi go wyganiać. Jest tak kurewsko przystojny i słodki, że aż O MATKO!
***
Gadałam z Oliwią przez Skype, kiedy powiedziała mi, że wylatuje z Kacprem do Hiszpanii na tydzień. To do niej nie podobne, żeby w roku szkolnym wyjeżdżała. No ale w sumie kiedy miała z nim wylecieć? Poznali się w rozpoczęcie roku, a następne wakacje mogą się nienawidzić. No mam nadzieję, że będą się dobrze bawić. No i najważniejsze! Że wrócą dwójkę!
***
Gadaliśmy z Czarkiem całą noc. Chyba nie ma już rzeczy o której o sobie nie wiemy. Wszystko sobie opowiedzieliśmy od czasy kiedy byliśmy dziećmi do teraz. Kiedy opowiadał o "wypadku" rzekomym pobiciu z kolegą, motał się w tym co mówi. Czyżby kłamał? Ale po co? Co takiego zrobił, żeby kłamać? Szczerze nawet nie wiem, czy on kłamał. Mam nadzieję, że nie, bo ja byłam z nim szczera w 100 %. Czemu? Sama nie wiem. Mam takie uczucie, że mogę mu bezgranicznie zaufać. Obym się nie myliła i nie okazał się dupkiem, który potem wszystko wygada.
>>Roksana<<
Spałam w warszawskim hotelu, kiedy zadzwonił budzik około godziny 2 w nocy.
-No ja pierdolę!- wydarłam się na cały głos.
-Siostra, uspokój się! Nam też się nie chce wstawać, ale czy się drzemy na cały hotel? Nie! Więc bądź łaskawa ruszyć swoje cztery litery, bo za chwilę spóźnimy się na samolot!- skarcił mnie Przemek.
Wstałam, poszłam do łazienki, ubrałam się, uczesałam
wzięłam walizkę i poszłam przed hotel, gdzie czekali na mnie moi bracia. Ruszyliśmy na lotnisko. Na miejscu byliśmy koło 3.00. Samolot za 1,5 godziny. Zajebiście! Co ja mam przez tyle czasu robić? Stałam praktycznie na środku lotniska, kiedy wpadł na mnie jakiś koleś, wylewając na mnie kawę.
-O Boże! Strasznie cię przepraszam! Nie chciałem, nie zauważyłem cię! Może zdążę jakoś to sprać.- zauważyłam, że przede mną stoi Paweł Przedpełski, mój ulubiony zawodnik. Byłam na niego zła, ale gdy ogarnęłam, że to Paweł cała złość ze mnie zeszła. Stałam jak wryta. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. No bo powiedz coś mądrego do swojego idola, żeby nie wziął cię za jakąś napaloną fankę, czy coś w tym stylu.- Halo? Ziemia do...- zatrzymał się! Kuwa, mam mu powiedzieć swoje imię? Czy nie? W tym momencie na prawdę zapomniałam swojego imienia. Z zamyśleń i opresji wyrwał mnie Piter. O MATKO! NO PO PROSTU SPADŁ MI Z NIEBA W TYM MOMENCIE!
-Paweł, to moja siostra Roksana. Wybacz za nią, jest trochę nieśmiała.- powiedział Piter. Co on wygadywał? Ja nieśmiała!? Dobra w tym momencie to naprawdę nie miało znaczenia.
-Cześć Roksana. Nieziemskie masz imię.- powiedział Paweł. No ekstra! Teraz mu po prostu muszę odpowiedzieć. Cholera! Jeszcze zacznę się jąkać, albo język mi się poplącze, czy coś.
-Hej, dziękuję Paweł.- odpowiedziałam mu, po czym ulotniłam się do Przemka. Czekałam tylko na to, żeby wreszcie wsiąść do samolotu! Chociaż strasznie się boję.
***
Około godziny po naszym przyjeździe poszliśmy na odprawę, która poszła dosyć szybko. Wsiedliśmy do samolotu, a obok mojego miejsca, siedział nie kto inny jak...PAWEŁ! Właśnie on, no przecież kolana mi się uginają jak go widzę! Boję się lecieć, a jeszcze obok mnie jest Paweł!? Chciałam się przytulać do MOICH BRACI! A ich co? Nie ma! Muszę udawać, że się nie boję, choć będzie strasznie ciężko. Zajęłam miejsce obok Pawła. Chyba przeczuł, że się boję, albo Piter mu powiedział. Właśnie Piter! To on miał siedzieć obok mnie! Zamienił się z Pawłem. Już ja z nim sobie porozmawiam jak będziemy na miejscu.
Samolot ruszył. Ja pierdolę! Jak ja się bałam. Przytulił mnie Paweł, zrobiłam to samo. Z całej siły się do niego przytuliłam, przez jakąś godzinę lotu z nim gadałam. Wreszcie! Najgorsze są pierwsze słowa, potem idzie ja po maśle. Ale dalszy lot przespałam na ramieniu Pawła. Śnił mi się on i ja, wielki dom, 2 dzieci. Ach, jak było by pięknie. Ale zbyt pięknie, żeby mogło być prawdziwie.
Rozdział 4
>>Agata<<
Wtorek, 8 września
Wczoraj wieczorem dostałam wypis. Nareszcie! Wynudziłam się tam za wszystkie czasy. No ale poznałam Czarou, jedyny powód dla którego cieszę się że tam leżałam.
Czarek odwiózł mnie do domu. Przyjechaliśmy koło 2 w nocy. Czarou wziął moje walizki i wniósł do domu.
-No to cześć Agata. Do zobaczenia- powiedział Czarek. Strasznie się zdziwiłam, przecież nie będzie jeździł po nocy. Oszalał chyba.
-Ale gdzie ty się wybierasz? Jest 2 w nocy, nie ma mowy żebyś o tej godzinie jeździł, śpisz u mnie w gościnnym. Biegnij po swoją walizkę i raz dwa do łazienki. Do końca i w prawo lub na górę i po lewo.
-Dzięki.
>>Czarek<<
Wszedłem do łazienki wziąłem szybki prysznic, przebrałem się w pizame i wyszedłem, po czym Agata zaprowadziła mnie do pokoju.
-No to dobranoc. I jeszcze raz dziękuję.
-Ale tu nie ma za co dziękować. Idź spać, jesteś padnięty. Dobranoc.- powiedziała po czym wyszła z pokoju.
Położyłem się, zamknąłem oczy i lada moment zasnąłem.
Wtorek, 8 września
Wczoraj wieczorem dostałam wypis. Nareszcie! Wynudziłam się tam za wszystkie czasy. No ale poznałam Czarou, jedyny powód dla którego cieszę się że tam leżałam.
Czarek odwiózł mnie do domu. Przyjechaliśmy koło 2 w nocy. Czarou wziął moje walizki i wniósł do domu.
-No to cześć Agata. Do zobaczenia- powiedział Czarek. Strasznie się zdziwiłam, przecież nie będzie jeździł po nocy. Oszalał chyba.
-Ale gdzie ty się wybierasz? Jest 2 w nocy, nie ma mowy żebyś o tej godzinie jeździł, śpisz u mnie w gościnnym. Biegnij po swoją walizkę i raz dwa do łazienki. Do końca i w prawo lub na górę i po lewo.
-Dzięki.
>>Czarek<<
Wszedłem do łazienki wziąłem szybki prysznic, przebrałem się w pizame i wyszedłem, po czym Agata zaprowadziła mnie do pokoju.
-No to dobranoc. I jeszcze raz dziękuję.
-Ale tu nie ma za co dziękować. Idź spać, jesteś padnięty. Dobranoc.- powiedziała po czym wyszła z pokoju.
Położyłem się, zamknąłem oczy i lada moment zasnąłem.
>>Agata<<
Wtorek, 10.30
Obudziłam się około godziny 10.30, szybko się ubrałam
Czarek jeszcze spał, wiec zeszłam na dół I zaczęłam robić naleśniki. Chwilę później poczułam ręce na mojej talii.
- Dzień dobry, jak się spało?
- W sumie dobrze, a tobie?
- Też.- powiedział, po czym dodał cicho, myśląc, że nie usłyszę. - Śniłaś mi się ty, wiec mogłem się nie budzić.
-To czemu się obudziłeś?
- Kurwa, słyszałaś. Obudził mnie zapach naleśników. Kiedy będą gotowe?
-No słyszałam, głucha przecież nie jestem.
Nie rozumiem go. No kurwa, mówi coś na głos, ale za chwilę nie chce żebym to usłyszała. Nie wiem, zakochał się, a boi się mojej reakcji czy jak? On jest cholernie przystojny! W sumie fajnie by było mieć go na wyłączność, żeby był tylko mój. Chciałabym z nim być, ale czy ja go kocham? Sama nie wiem. Zresztą, czemu się nad tym zastanawiam? Przecież on nic nie powiedział. No właśnie nic nie powiedział, ale daje sygnały. Albo to tylko ja za nim szaleję i je widzę. Jedno wiem na pewno. Z każdym dniem podoba mi się coraz bardziej. Chyba się zakochałam, ale nie niemożliwe zakochać się po kilku dniach znajomości. Albo w sumie można, idealny przykład Oliwia i Kacper. Ale czy coś sensownego z tego będzie? Nie wiem. Naprawdę nie wiem, dlaczego o tym myślę.
-Czarek! Nakryj do stołu. Zaraz gotowe.
-Idę, idę.
Po chwili zajadaliśmy się naleśnikami.
-Ale dobre! Są lepsze od naleśników mojej mamy! A uwierz mi ciężko ją przebić, Gdzie się nauczyłaś takich robić?
-Dzięki, no wiesz nigdy nie lubiłam gotować, ale jak już się za to wzięłam to wszystko wychodziło mi naprawdę dobre. Serio nie wiem dlaczego tak jest. Gotowałam i gotuję tylko wtedy kiedy muszę.
Resztę dnia spędziliśmy na oglądaniu jakichś głupich seriali, filmów itp.
>>Oliwia<<
Mój związek z Kacprem rozkwita. Nie sądziłam, że aż tak dobrze to będzie wyglądać po kilku dniach znajomości.
Roksana pojechała z Przemkiem i Piterem do Warszawy na lotnisko. Lecą do Anglii, ale po co to na prawdę nie wiem. Jestem sama w domu, strasznie się nudzę, nie ma co robić. Dajana w Lesznie, Roksana z chłopakami w Wawie. No kurwa! Dlaczego zawsze mnie zostawiają samą? Może zadzwonię po Kacpra, zawsze lepiej z tą niedołęgą mózgową niż samej. Wykręciłam do niego numer i po dwóch sygnałach odebrał.
-Hej kotek.- przywitał się ze mną.
-Cześć, masz jakieś plany na wieczór?
-Nie specjalnie, a ty?
-Siedzę sama w domu, strasznie mi się nudzi. Przyjedziesz do mnie?
-Oczywiście, za 10 minut będę.- rozłączył się.
Gdy przyjechał od razu się na niego rzuciłam.
Usiedliśmy na kanapie, chwilę pogadaliśmy, ale za chwilę wylądowaliśmy w mojej sypialni. Szybko pozbyliśmy się ubrań i kochaliśmy się całą noc.
Nie rozumiem go. No kurwa, mówi coś na głos, ale za chwilę nie chce żebym to usłyszała. Nie wiem, zakochał się, a boi się mojej reakcji czy jak? On jest cholernie przystojny! W sumie fajnie by było mieć go na wyłączność, żeby był tylko mój. Chciałabym z nim być, ale czy ja go kocham? Sama nie wiem. Zresztą, czemu się nad tym zastanawiam? Przecież on nic nie powiedział. No właśnie nic nie powiedział, ale daje sygnały. Albo to tylko ja za nim szaleję i je widzę. Jedno wiem na pewno. Z każdym dniem podoba mi się coraz bardziej. Chyba się zakochałam, ale nie niemożliwe zakochać się po kilku dniach znajomości. Albo w sumie można, idealny przykład Oliwia i Kacper. Ale czy coś sensownego z tego będzie? Nie wiem. Naprawdę nie wiem, dlaczego o tym myślę.
-Czarek! Nakryj do stołu. Zaraz gotowe.
-Idę, idę.
Po chwili zajadaliśmy się naleśnikami.
-Ale dobre! Są lepsze od naleśników mojej mamy! A uwierz mi ciężko ją przebić, Gdzie się nauczyłaś takich robić?
-Dzięki, no wiesz nigdy nie lubiłam gotować, ale jak już się za to wzięłam to wszystko wychodziło mi naprawdę dobre. Serio nie wiem dlaczego tak jest. Gotowałam i gotuję tylko wtedy kiedy muszę.
Resztę dnia spędziliśmy na oglądaniu jakichś głupich seriali, filmów itp.
>>Oliwia<<
Mój związek z Kacprem rozkwita. Nie sądziłam, że aż tak dobrze to będzie wyglądać po kilku dniach znajomości.
Roksana pojechała z Przemkiem i Piterem do Warszawy na lotnisko. Lecą do Anglii, ale po co to na prawdę nie wiem. Jestem sama w domu, strasznie się nudzę, nie ma co robić. Dajana w Lesznie, Roksana z chłopakami w Wawie. No kurwa! Dlaczego zawsze mnie zostawiają samą? Może zadzwonię po Kacpra, zawsze lepiej z tą niedołęgą mózgową niż samej. Wykręciłam do niego numer i po dwóch sygnałach odebrał.
-Hej kotek.- przywitał się ze mną.
-Cześć, masz jakieś plany na wieczór?
-Nie specjalnie, a ty?
-Siedzę sama w domu, strasznie mi się nudzi. Przyjedziesz do mnie?
-Oczywiście, za 10 minut będę.- rozłączył się.
Gdy przyjechał od razu się na niego rzuciłam.
Usiedliśmy na kanapie, chwilę pogadaliśmy, ale za chwilę wylądowaliśmy w mojej sypialni. Szybko pozbyliśmy się ubrań i kochaliśmy się całą noc.
wtorek, 22 września 2015
Rozdział 3
>>Oliwia<<
W sumie chcę z nim być, ale związek po paru dniach znajomości? Ehh, sama już nie wiem. Dobra raz grozi śmierć, zgodzę się a co? Raz się żyje!
Weszłam pod prysznic, umyłam się, ubrałam, związałam włosy w koka
W sumie chcę z nim być, ale związek po paru dniach znajomości? Ehh, sama już nie wiem. Dobra raz grozi śmierć, zgodzę się a co? Raz się żyje!
Weszłam pod prysznic, umyłam się, ubrałam, związałam włosy w koka
i poszłam do pokoju. Zauważyłam Kacpra śpiącego na podłodze.
-Co ty odwalasz!?- zapytałam, w miarę głośno, żeby się obudził.
-Przecież nie chcesz ze mną spać.
-Czy ja coś takiego powiedziałam!? Możemy spać razem, ale trzymaj się swojej połowy.-powiedziałam, po czym Kacper wskoczył do łóżka. Przysunął mnie do siebie.
-Kacper! Połowa!
-Przecież ty ją przekroczyłaś, nie ja.
-Sprytny jesteś.- powiedziałam, ale Kacper już spał.
Ekstra, czyli trzeba mu jutro powiedzieć o mojej decyzji. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
>>Natalia<<
-Co ty odwalasz!?- zapytałam, w miarę głośno, żeby się obudził.
-Przecież nie chcesz ze mną spać.
-Czy ja coś takiego powiedziałam!? Możemy spać razem, ale trzymaj się swojej połowy.-powiedziałam, po czym Kacper wskoczył do łóżka. Przysunął mnie do siebie.
-Kacper! Połowa!
-Przecież ty ją przekroczyłaś, nie ja.
-Sprytny jesteś.- powiedziałam, ale Kacper już spał.
Ekstra, czyli trzeba mu jutro powiedzieć o mojej decyzji. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
>>Natalia<<
Podczas nocowania u Julii, usłyszałam w wiadomościach, że Agata miała wypadek.
-Jula!
-Co jest!?- zapytała Jula wybiegając z łazienki w szlafroku.
-Agata miała wypadek! Bierz samochód Seby i jedziemy!
-Dobra, daj mi chwilę!- krzyknęła Jula i poszła się ubrać.
-Jula!
-Co jest!?- zapytała Jula wybiegając z łazienki w szlafroku.
-Agata miała wypadek! Bierz samochód Seby i jedziemy!
-Dobra, daj mi chwilę!- krzyknęła Jula i poszła się ubrać.
Postanowiłam zadzwonić do Agaty. Po dwóch sygnałach odebrała.
-Halo?- zapytała Agata ziewając.
-Słuchaj, mam nadzieję, że cię nie obudziłam, chociaż szczerze w to wątpię. Powiedz mi w jakim szpitalu jesteś?
-No byłam w trakcie pięknego snu z jakimś Bad Boyem. Jestem w szpitalu przy ulicy...
-Dobra! Dzieki, będziemy z Jula nad ranem. Cześć
-Ok, do zobaczenia.
-Halo?- zapytała Agata ziewając.
-Słuchaj, mam nadzieję, że cię nie obudziłam, chociaż szczerze w to wątpię. Powiedz mi w jakim szpitalu jesteś?
-No byłam w trakcie pięknego snu z jakimś Bad Boyem. Jestem w szpitalu przy ulicy...
-Dobra! Dzieki, będziemy z Jula nad ranem. Cześć
-Ok, do zobaczenia.
>>Julia<<
Pobiegłam do pokoju, szybko się ubrałam
i zeszłam na dół do Natalii. Od razu ruszyłyśmy do Chłopskiej Woli.
>>Agata<<
Leżałam w łóżku i obserwowałam chłopaka śpiącego na łóżku obok. Kurde, w sumie przystojny. Ach, jak on przypomina tego kolesia z mojego snu. Obudził się. Kurwa! A ja wgapiona w niego jak w obrazek.
-Na co się gapisz!?- krzyknął.
-Ciszej siedź, pobudzisz wszystkich. Gapię się bo mam oczy, a ciekawszego obiektu niż ty w tym pokoju nie ma.
-Uznam to za komplement. Dlaczego jeszcze nie śpisz?- zapytał
-Spałam, ale obudziła mnie koleżanka.
-Rozumiem, dlaczego tu jesteś?
-Miałam wypadek na zawodach konnych. Niby tylko złamane biodro i ręka, ale przerwa w jeździe będzie długa. A tobie? Co się stało?
-Miałem wypadek, znaczy się, pobiłem się z kolegą i złamałem rękę. Zresztą co ja się będę tłumaczył. Jest późno idę spać. Tobie tez radzę. Dobranoc.
-Dobranoc.-odpowiedziałam, jeszcze chwilę się na niego pogapiłam i znużył mnie sen.
>>Agata<<
Leżałam w łóżku i obserwowałam chłopaka śpiącego na łóżku obok. Kurde, w sumie przystojny. Ach, jak on przypomina tego kolesia z mojego snu. Obudził się. Kurwa! A ja wgapiona w niego jak w obrazek.
-Na co się gapisz!?- krzyknął.
-Ciszej siedź, pobudzisz wszystkich. Gapię się bo mam oczy, a ciekawszego obiektu niż ty w tym pokoju nie ma.
-Uznam to za komplement. Dlaczego jeszcze nie śpisz?- zapytał
-Spałam, ale obudziła mnie koleżanka.
-Rozumiem, dlaczego tu jesteś?
-Miałam wypadek na zawodach konnych. Niby tylko złamane biodro i ręka, ale przerwa w jeździe będzie długa. A tobie? Co się stało?
-Miałem wypadek, znaczy się, pobiłem się z kolegą i złamałem rękę. Zresztą co ja się będę tłumaczył. Jest późno idę spać. Tobie tez radzę. Dobranoc.
-Dobranoc.-odpowiedziałam, jeszcze chwilę się na niego pogapiłam i znużył mnie sen.
>>Julia <<
W Chłopskiej Woli byłyśmy około 7.00, weszłyśmy do szpitala i zapytałysmy się gdzie leży Agata. Pani recepcjonistka wytłumaczyła nam i od razu ruszyłyśmy pod jej salę. Agata jeszcze spała, wiec postanowiłyśmy zaczekać.
>>Oliwia<<
Niedziela, 6 września
Obudziłam się około 11, Kacper jeszcze spał. Wyjęłam z walizki jakieś ciuchy i poszłam do łazienki się ubrać.
>>Oliwia<<
Niedziela, 6 września
Obudziłam się około 11, Kacper jeszcze spał. Wyjęłam z walizki jakieś ciuchy i poszłam do łazienki się ubrać.
Gdy wróciłam Kacper już nie spał.
-Cześć.- przywitałam się z nim.
-Hej, jak się spało?
-W sumie dobrze, a tobie?
-Też, bo z tobą.- powiedział i się uśmiechnął. Odwzajemniłam uśmiech.
-No właśnie, a propo nas. Chciałabym ci powiedzieć, że przemyślałam twoją propozycje i odpowiedź brzmi tak. Z chęcią zostanę twoją dziewczyną.- powiedziałam po czym delikatnie go pocałowałam.- No a teraz come on do Agaty.
-Ale ja jej nie znam!
-No i co z tego? To poznasz.
Kacper poszedł do łazienki, po 5 minutach wrócił ubrany.
I ruszyliśmy do Agaty. Po około 20 minutach byliśmy na miejscu. Pod salą Agaty zauważyłam Julę i Natalię.
-Dziewczyny! Cześć, kiedy przyjechałyście?
-Dzisiaj rano, Agata jeszcze śpi to czekamy.
-To poczekamy razem. A! Zapomniałabym. Jula, Natalia to jest mój chłopak Kacper, Kacper Jula i Natalia moje przyjaciółki.- przedstawiłam im sobie.
>>Agata<<
Obudziłam się, a zaraz do mojej sali wpakowały dziewczyny i jakiś chłopak.
-Hej Agata. Jak się czujesz?- od razu zapytała Natalia.
-Cze, teraz nawet ok, wiadomo bywało lepiej, ale nie jest tragicznie. Oliwia może przedstawisz mi swojego kolegę?- zapytałam.
-A tak Agata to jest Kacper, mój chłopak, Kacper Agata moja przyjaciółka.
-Miło mi cię poznać Agata.
-I wzajemnie.- uśmiechnęłam się do niego.
>>Kacper<<
Siedzieliśmy i gadaliśmy, aż zobaczyłem chłopaka na łóżku obok Agaty. Nie wierzę! To nie mógł być on. Przecież to Czarek! Mój kolega z gimnazjum.
-Czarek! Nie wierzę, że to ty!- powiedziałem.
-Kacper!? Ale jak to? Ty tutaj? Co tu robisz?
-To raczej ja cię powinienem o to zapytać.
-Racja, pobiłem się z kolegą. No to teraz twoja kolej.
-Czyżby z Cyganem?- zaśmialiśmy się.- Ja przyjechałem z dziewczyną do jej przyjaciółki.
Gadaliśmy jeszcze przez długi, długi czas.
>>Oliwia<<
Kurwa! Muszę zadzwonić do Przemka, albo kogokolwiek. Pewnie się denerwują.
-Przepraszam na chwilę, muszę zadzwonić do rodzeństwa.- powiedziałam, po czym wyszłam z sali. Wykręciłam numer Przemka. Po dwóch sygnałach odebrał.
~Oliwia, no nareszcie! Gdzie ty jesteś? Co robisz?- kochany braciszek od razu milion dwieście pytań na minutę. Jak zawsze.
-Jak dasz mi dojść do słowa to ci wszystko wytłumaczę.
~Racja, racja. Mów, przepraszam.
-No więc na zawodach Agata miała wypadek i właśnie jestem u niej w szpitalu. Ma złamane biodro, rękę, wstrząśnienie mózgu i jest cała poobijana, ale niedługo z tego wyjdzie. Jestem z Kacprem, Natalią i Julą. O nic się nie martw. Pamiętaj jestem już dorosła.
~Pamiętam, pamiętam. Ale dla mnie zawsze będziesz moją malutką siostrzyczką. Kocham Cię, słuchaj za godzinę będziemy się zbierać, jedziesz z nami?
-Tak, no przecież muszę, jutro szkoła. A poza tym mecz w Toruniu. Zdążycie?
~Na luzie. No to zbieraj się młoda. Czekaj pod szpitalem.
-Dobra, cześć.
Wróciłam do sali wszystko wytłumaczyłam, pojechałam z Kacprem po moje rzeczy i wróciliśmy do szpitala czekając na moich braci. Pojechaliśmy do Torunia. Mam nadzieję, że Kacper pojechał po swoje rzeczy i też zaraz wybierze się w drogę do domu.
>>Jula<<
-Dobra, Agata my też musimy się zbierać. Przyjedziemy w weekend trzymaj się.
-Ok, do zobaczenia.
>>Agata<<
Wszyscy już poszli zostałam sama z Czarou, taką wymyśliłam mu ksywę. W sumie nie ma nic przeciwko, nawet mu się podoba. Jak to my gadaliśmy o wszystkim i o niczym. Do sali wszedł lekarz.
-Mam wypis dla pana Czarka Wójcika. Może się pan spakować i ruszać do domu.
-Dziękuję- powiedział Czarek i wziął od lekarza wypis, po czym pan dr Ziółkowski wyszedł.
-Wiesz co Agata?
-Słucham?
-Będę tutaj tak długo dopóki ty nie dostaniesz wypisu. Wtedy razem pojedziemy do domu. Zgoda?
-No ale, nie musisz jechać?
-Jakbym musiał to bym tego nie proponował. Mieszkam sam, więc i tak bym się zanudził na śmierć. A tutaj jesteś ty, a z tobą nie da się nudzić.
-Dzięki.
Gadaliśmy jeszcze przez bardzo długi czas, aż zmorzył mnie sen.
-Cze, teraz nawet ok, wiadomo bywało lepiej, ale nie jest tragicznie. Oliwia może przedstawisz mi swojego kolegę?- zapytałam.
-A tak Agata to jest Kacper, mój chłopak, Kacper Agata moja przyjaciółka.
-Miło mi cię poznać Agata.
-I wzajemnie.- uśmiechnęłam się do niego.
>>Kacper<<
Siedzieliśmy i gadaliśmy, aż zobaczyłem chłopaka na łóżku obok Agaty. Nie wierzę! To nie mógł być on. Przecież to Czarek! Mój kolega z gimnazjum.
-Czarek! Nie wierzę, że to ty!- powiedziałem.
-Kacper!? Ale jak to? Ty tutaj? Co tu robisz?
-To raczej ja cię powinienem o to zapytać.
-Racja, pobiłem się z kolegą. No to teraz twoja kolej.
-Czyżby z Cyganem?- zaśmialiśmy się.- Ja przyjechałem z dziewczyną do jej przyjaciółki.
Gadaliśmy jeszcze przez długi, długi czas.
>>Oliwia<<
Kurwa! Muszę zadzwonić do Przemka, albo kogokolwiek. Pewnie się denerwują.
-Przepraszam na chwilę, muszę zadzwonić do rodzeństwa.- powiedziałam, po czym wyszłam z sali. Wykręciłam numer Przemka. Po dwóch sygnałach odebrał.
~Oliwia, no nareszcie! Gdzie ty jesteś? Co robisz?- kochany braciszek od razu milion dwieście pytań na minutę. Jak zawsze.
-Jak dasz mi dojść do słowa to ci wszystko wytłumaczę.
~Racja, racja. Mów, przepraszam.
-No więc na zawodach Agata miała wypadek i właśnie jestem u niej w szpitalu. Ma złamane biodro, rękę, wstrząśnienie mózgu i jest cała poobijana, ale niedługo z tego wyjdzie. Jestem z Kacprem, Natalią i Julą. O nic się nie martw. Pamiętaj jestem już dorosła.
~Pamiętam, pamiętam. Ale dla mnie zawsze będziesz moją malutką siostrzyczką. Kocham Cię, słuchaj za godzinę będziemy się zbierać, jedziesz z nami?
-Tak, no przecież muszę, jutro szkoła. A poza tym mecz w Toruniu. Zdążycie?
~Na luzie. No to zbieraj się młoda. Czekaj pod szpitalem.
-Dobra, cześć.
Wróciłam do sali wszystko wytłumaczyłam, pojechałam z Kacprem po moje rzeczy i wróciliśmy do szpitala czekając na moich braci. Pojechaliśmy do Torunia. Mam nadzieję, że Kacper pojechał po swoje rzeczy i też zaraz wybierze się w drogę do domu.
>>Jula<<
-Dobra, Agata my też musimy się zbierać. Przyjedziemy w weekend trzymaj się.
-Ok, do zobaczenia.
>>Agata<<
Wszyscy już poszli zostałam sama z Czarou, taką wymyśliłam mu ksywę. W sumie nie ma nic przeciwko, nawet mu się podoba. Jak to my gadaliśmy o wszystkim i o niczym. Do sali wszedł lekarz.
-Mam wypis dla pana Czarka Wójcika. Może się pan spakować i ruszać do domu.
-Dziękuję- powiedział Czarek i wziął od lekarza wypis, po czym pan dr Ziółkowski wyszedł.
-Wiesz co Agata?
-Słucham?
-Będę tutaj tak długo dopóki ty nie dostaniesz wypisu. Wtedy razem pojedziemy do domu. Zgoda?
-No ale, nie musisz jechać?
-Jakbym musiał to bym tego nie proponował. Mieszkam sam, więc i tak bym się zanudził na śmierć. A tutaj jesteś ty, a z tobą nie da się nudzić.
-Dzięki.
Gadaliśmy jeszcze przez bardzo długi czas, aż zmorzył mnie sen.
Rozdział 2
>>Agata<<
Sobota, 5 września
No i stało się. Dzień zawodów. Jestem w Chłopskiej Woli od wczoraj ciężko trenuje po kilka godzin. Niby się cieszę, ale jednak strasznie boję. Mam przeczucie, że coś złego mi się stanie. Jak to mówi Oliwia "Jesteś prorokiem". Czyżbym wyprorokowała sobie złą postawę w zawodach? Sama nie wiem! Miejmy nadzieję, że to tylko złe przeczucia.
Mam jeszcze dużo czasu, zdrzemnę się, zregeneruje siły.
>>Oliwia<<
Wstałam około 8.00, weszłam do łazienki, ubrałam się, uczesałam
i usłyszałam dźwięk telefonu. Dzwonił Kacper.
i usłyszałam dźwięk telefonu. Dzwonił Kacper.
-Halo?
~Cześć Oliwia, słuchaj o której mam u ciebie być?
-Dałbyś radę za 10 minut?
-Dla ciebie wszystko. Do zobaczenia.- powiedział i rozłączył się.
Zeszłam na dół zrobić sobie szybkie śniadanie. Pierwsze co zauważyłam to moje rodzeństwo siedzące przy stole i jedzące jakieś kanapki. Strasznie się zdziwiłam, bo było po 8.00, a oni do rannych ptaszków nie należą.
-Cześć, a wy co tak wcześnie na nogach?- zapytałam i wzięłam z ich talerza kanapkę.
-Elo młoda.- powiedział Przemek.- Jedziemy do Chłopskiej Woli na zawody konne. Zaraz mieliśmy iść cię budzić. Ale jak widać sama wstałaś.
-Co? Ale jak? Do kogo?
-Nie pamiętasz? Dajana przecież jedzie.
-Nie, nie o zawodach pamiętałam, ale to, że Dajana to totalnie zapomniałam.
-Elo młoda.- powiedział Przemek.- Jedziemy do Chłopskiej Woli na zawody konne. Zaraz mieliśmy iść cię budzić. Ale jak widać sama wstałaś.
-Co? Ale jak? Do kogo?
-Nie pamiętasz? Dajana przecież jedzie.
-Nie, nie o zawodach pamiętałam, ale to, że Dajana to totalnie zapomniałam.
-Sklerotyk!- krzyknął Piotrek.- Zbieraj się jedziemy za chwilę.
-Sory, ale jadę z Kacprem.- powiedziałam i usłyszałam dźwięk klaksonu.- O! Już jest. Do zobaczenia na zawodach!
Wzięłam torebkę i wyszłam z domu.
Za plecami usłyszałam jeszcze głos Przemka:
Za plecami usłyszałam jeszcze głos Przemka:
-Nasza mała siostrzyczka chyba się zakochała.
Wsiadłam do samochodu Kacpra.
-Cześć.- przywitałam się z nim.
-Hej, to gdzie jedziemy?
-Chłopska Wola.- odpowiedziałam, po czym zaczęłam zastanawiać się nad słowami mojego najstarszego brata.
Niby strasznie mi się podoba. Chyba czuję do niego coś więcej. Chciałabym być kimś więcej niż przyjaciółką, ale z drugiej strony jest on super przyjacielem. A co jak nam nie wyjdzie? Wtedy byśmy nawet nie byli znajomymi. Zresztą, Pawlicka! Zakochać się możesz, skąd wiesz, że on czuje do ciebie to samo! Ogar, kobieto! Aż przypomniały mi się czasy gimnazjum, kiedy podobał mi się Kamil. Ach, jaki on był przystojny! Ach, ta moja gazela, której nigdy nie dało się dogonić.
Wspominałam wszystko jeszcze przez jakiś czas, a później zasnęłam.
***
-Oliwia, wstajemy.- usłyszałam jak ktoś do mnie mówi.
-Co się dzieje? Gdzie jesteśmy?
-Jesteśmy na miejscu. Chodź!
Otworzyłam drzwi od samochodu i wyszłam znaleźć jakieś dobre miejsce.
Kilka godzin później
Nareszcie kolej Agaty! Idzie jej świetnie! O nie, coś się dzieje! Kurwa, upadek. Przetransportowali ją od razu do szpitala, a my z Kacprem za karetką.
-Dzień dobry! Jestem siostrą Agaty Malinowskiej. Gdzie ona leży?- wpadłam do szpitala jak poparzona i od razu zaczepiłam panią z recepcji.
-Pani Agata, zaraz sprawdzę..O, sala nr 33. Do końca korytarza i w lewo.
-Dziękuje!
Od razu pobiegłam pod salę, a z niej wyszedł lekarz.
-Dzień dobry. Jestem siostrą Agaty Malinowskiej. Co jej jest?
-Cóż, oprócz tego, że ma złamane biodro, oraz lewą rękę ma również wstrząśnienie mózgu i jest cała poobijana. Ale nie jest tak źle, wyjdzie z tego raz, dwa.
-Na pewno, czy ja mogę do niej wejść?
-Ależ oczywiście.
-Dziękuje panu bardzo!- powiedziałam i weszłam do sali.
Leżała z jakimś chłopakiem. Hmm, całkiem przystojny. Pawlicka, ogar!
-Cześć, jak się czujesz?
-Hej, teraz całkiem ok. Dali leki przeciwbólowe więc nie czuję bólu. Ale po wypadku to było jakieś piekło!
-Dobra, nie żyj przeszłością! Najważniejsze, że żyjesz.
-Dokładnie.
Pogadałyśmy jeszcze dosyć długo, aż do sali wszedł lekarz i oznajmił, że odwiedziny się skończyły. Pożegnałam się z przyjaciółką i ruszyłam do samochodu Kacpra.
>>Kacper<<
Dosyć szybko znaleźliśmy jakiś nocleg. Otworzyliśmy nasz 2-osobowy pokój, a tam, jak się można było spodziewać, łóżko małżeńskie. Zajebiście! Będę spał na podłodze. Nie sądzę, żeby Oliwia chciała ze mną spać. Ale w sumie to dobry moment, żeby powiedzieć jej co czuje.
-Oliwia?
-Tak?
-Chciałbym ci coś powiedzieć. Wiem, że znamy się od kilku dni, ale ja czuję do ciebie coś więcej niż przyjaźń. Rozumiem, że możesz pomyśleć, że to szaleństwo, związek po kilku dniach znajomości. Ale zrozum wariuję jeżeli nie ma cię obok mnie, jeżeli nie usłyszę twojego głosu, nie poczuję twojego zapachu, twojego ciepła. Oliwia, ja cię kocham. Zgodzisz się zostać moją dziewczyną?
-Kacper, jesteś super chłopakiem, ja też czuję do ciebie coś więcej niż przyjaźń, ale nie wiem czy mogę to od razu nazwać miłością. Daj mi się zastanowić, ok? Muszę to wszystko przemyśleć.
-Dobrze, skoro musisz.- powiedziałem, a Oliwia poszła do łazienki.
Położyłem się na podłodze i zacząłem rozmyślać, co by było gdyby się zgodziła, a jak się nie zgodzi? Powiedziała, że czuje coś więcej niż przyjaźń, ale miłość też to nie jest. Ach, sam już nie wiem. Zamknąłem oczy i zasnąłem.
------------------------------------------------
Dajana Pawlicka- ma 22 lata, mieszka w Lesznie. Jest siostrą Oliwii, Roksany, Piotra i Przemka Pawlickich. Jeździ konno.
-Oliwia, wstajemy.- usłyszałam jak ktoś do mnie mówi.
-Co się dzieje? Gdzie jesteśmy?
-Jesteśmy na miejscu. Chodź!
Otworzyłam drzwi od samochodu i wyszłam znaleźć jakieś dobre miejsce.
Kilka godzin później
Nareszcie kolej Agaty! Idzie jej świetnie! O nie, coś się dzieje! Kurwa, upadek. Przetransportowali ją od razu do szpitala, a my z Kacprem za karetką.
-Dzień dobry! Jestem siostrą Agaty Malinowskiej. Gdzie ona leży?- wpadłam do szpitala jak poparzona i od razu zaczepiłam panią z recepcji.
-Pani Agata, zaraz sprawdzę..O, sala nr 33. Do końca korytarza i w lewo.
-Dziękuje!
Od razu pobiegłam pod salę, a z niej wyszedł lekarz.
-Dzień dobry. Jestem siostrą Agaty Malinowskiej. Co jej jest?
-Cóż, oprócz tego, że ma złamane biodro, oraz lewą rękę ma również wstrząśnienie mózgu i jest cała poobijana. Ale nie jest tak źle, wyjdzie z tego raz, dwa.
-Na pewno, czy ja mogę do niej wejść?
-Ależ oczywiście.
-Dziękuje panu bardzo!- powiedziałam i weszłam do sali.
Leżała z jakimś chłopakiem. Hmm, całkiem przystojny. Pawlicka, ogar!
-Cześć, jak się czujesz?
-Hej, teraz całkiem ok. Dali leki przeciwbólowe więc nie czuję bólu. Ale po wypadku to było jakieś piekło!
-Dobra, nie żyj przeszłością! Najważniejsze, że żyjesz.
-Dokładnie.
Pogadałyśmy jeszcze dosyć długo, aż do sali wszedł lekarz i oznajmił, że odwiedziny się skończyły. Pożegnałam się z przyjaciółką i ruszyłam do samochodu Kacpra.
>>Kacper<<
Dosyć szybko znaleźliśmy jakiś nocleg. Otworzyliśmy nasz 2-osobowy pokój, a tam, jak się można było spodziewać, łóżko małżeńskie. Zajebiście! Będę spał na podłodze. Nie sądzę, żeby Oliwia chciała ze mną spać. Ale w sumie to dobry moment, żeby powiedzieć jej co czuje.
-Oliwia?
-Tak?
-Chciałbym ci coś powiedzieć. Wiem, że znamy się od kilku dni, ale ja czuję do ciebie coś więcej niż przyjaźń. Rozumiem, że możesz pomyśleć, że to szaleństwo, związek po kilku dniach znajomości. Ale zrozum wariuję jeżeli nie ma cię obok mnie, jeżeli nie usłyszę twojego głosu, nie poczuję twojego zapachu, twojego ciepła. Oliwia, ja cię kocham. Zgodzisz się zostać moją dziewczyną?
-Kacper, jesteś super chłopakiem, ja też czuję do ciebie coś więcej niż przyjaźń, ale nie wiem czy mogę to od razu nazwać miłością. Daj mi się zastanowić, ok? Muszę to wszystko przemyśleć.
-Dobrze, skoro musisz.- powiedziałem, a Oliwia poszła do łazienki.
Położyłem się na podłodze i zacząłem rozmyślać, co by było gdyby się zgodziła, a jak się nie zgodzi? Powiedziała, że czuje coś więcej niż przyjaźń, ale miłość też to nie jest. Ach, sam już nie wiem. Zamknąłem oczy i zasnąłem.
------------------------------------------------
poniedziałek, 21 września 2015
Rozdział 1
>>Oliwia<<
1 września
O godzinie 7.00 zadzwonił mój budzik.
Ja pierdole- pomyślałam.
Poleżałam jeszcze 20 minut, zeszłam na dół zrobić sobie śniadanie. Podchodzę do lodówki, a na niej wisi list od siostry.
-Ekstra, znowu gdzieś poszła -,-
"Oliwia, pojechałam do Leszna. Wrócę jutro."
Zjadłam kanapki, wypiłam kawę i poszłam na górę. Przejrzałam fb, tt i ig.
Ciekawe co u Agaty? Postanowiłam do niej zadzwonić. Po trzech sygnałach odebrała.
~Halo?
-Heejka.
~Cze, co tam?
-A no w sumie chujowo. Nie chcę mi się ani trochę iść do szkoły.
~Mi też, ale patrz na to z innej strony. Już ostatnia klasa :D.
-Niby tak, ale wiesz..To o której na przystanku?
~Autobus mam o 9.10 to tak 9.20 bądź.
-Ok, to do zobaczenia.
~Cze.
Szybko się ubrałam, uczesałam, wytuszowałam lekko rzęsy i praktycznie byłam gotowa do wyjścia, a miałam jeszcze pół godziny.
No, szybko mi to poszło.
Postanowiłam, że obejrzę coś w telewizji.
>>Agata<<
Spokojnym krokiem szłam na przystanek ubrana i uczesana:
9.15. Ekstra znowu się spóźnił. Mam już tego serdecznie dość! Na szczęście jazda szybko minęła. 9.30 byłam na miejscu. Oliwia już na mnie czekała.
-Cześć! Przepraszam znowu się spóźnił.
-Hejka, jak zwykle. Niech se zegarek kupią to się nie będą spóźniały.
-Dokładnie.
Do szkoły praktycznie biegłyśmy, bo byłyśmy już spóźnione.
Około godziny 9.40 byłyśmy w szkole.
-Dzień dobry, przepraszamy za spóźnienie.- wpadłyśmy do sali.
***
Stałyśmy na przystanku, oczekując na autobus, i rozmawiając.
-Kiedy masz zawody?
-W sobotę, strasznie się denerwuje.
-Czego!? Przecież zajmiesz 1 miejsce na 100 pro. Ćwiczyłaś do nich pół roku, nie masz o co się bać.
-No niby tak, ale wiesz, że lubię denerwować się na zapas.
-Wiem, wiem. Przyjdę na pewno. Jestem twoim fan clubem. O! Twój autobus jedzie.
-Haha, dzięki. No to do zobaczenia jutro.
-Pa.
>>Oliwia<<
Wracałam z przystanku, jak zawsze zagapiona w telefon. Nagle wpadłam na jakiegoś kolesia.
-Uważaj jak łazisz!- wydzierał się na mnie.
-Lepiej ty uważaj! Przecież widziałeś, że idę z telefonem!
-Nie widziałem.- przyznał.
-A co robiłeś, że nie widziałeś?
-Szedłem z telefonem.
-No widzisz, a na mnie się drzesz.
-No to jak już tak gadamy o telefonach, to może byś tak dała mi swój numer?- zapytał prosto z mostu.
-Sora, ale z obcymi się nim nie dzielę.
-No proszę, jesteś bardzo ładna. Nie chcę, aby tak zakończyła się nasza znajomość.
-No ok, skoro prosisz. 5...
-Dzięki, zadzwonię jeszcze dzisiaj!- powiedział i odszedł.
W sumie, to nie wiem dlaczego dałam mu swój numer, ale był uroczy. Taki słodziak!A jaki przystojny! Te piękne oczy. Achhh. Kto wie, może coś z tego będzie. Nie dobra! Nie myśl teraz o tym Pawlicka!
-------------------------------------------------
Kacper Dąbrowski- chłopak, na którego wpadła Oliwia. Ma 20 lat, studiuje prawo, mieszka w Toruniu.
O godzinie 7.00 zadzwonił mój budzik.
Ja pierdole- pomyślałam.
Poleżałam jeszcze 20 minut, zeszłam na dół zrobić sobie śniadanie. Podchodzę do lodówki, a na niej wisi list od siostry.
-Ekstra, znowu gdzieś poszła -,-
"Oliwia, pojechałam do Leszna. Wrócę jutro."
Zjadłam kanapki, wypiłam kawę i poszłam na górę. Przejrzałam fb, tt i ig.
Ciekawe co u Agaty? Postanowiłam do niej zadzwonić. Po trzech sygnałach odebrała.
~Halo?
-Heejka.
~Cze, co tam?
-A no w sumie chujowo. Nie chcę mi się ani trochę iść do szkoły.
~Mi też, ale patrz na to z innej strony. Już ostatnia klasa :D.
-Niby tak, ale wiesz..To o której na przystanku?
~Autobus mam o 9.10 to tak 9.20 bądź.
-Ok, to do zobaczenia.
~Cze.
Szybko się ubrałam, uczesałam, wytuszowałam lekko rzęsy i praktycznie byłam gotowa do wyjścia, a miałam jeszcze pół godziny.
No, szybko mi to poszło.
Postanowiłam, że obejrzę coś w telewizji.
>>Agata<<
Spokojnym krokiem szłam na przystanek ubrana i uczesana:
9.15. Ekstra znowu się spóźnił. Mam już tego serdecznie dość! Na szczęście jazda szybko minęła. 9.30 byłam na miejscu. Oliwia już na mnie czekała.
-Cześć! Przepraszam znowu się spóźnił.
-Hejka, jak zwykle. Niech se zegarek kupią to się nie będą spóźniały.
-Dokładnie.
Do szkoły praktycznie biegłyśmy, bo byłyśmy już spóźnione.
Około godziny 9.40 byłyśmy w szkole.
-Dzień dobry, przepraszamy za spóźnienie.- wpadłyśmy do sali.
***
Stałyśmy na przystanku, oczekując na autobus, i rozmawiając.
-Kiedy masz zawody?
-W sobotę, strasznie się denerwuje.
-Czego!? Przecież zajmiesz 1 miejsce na 100 pro. Ćwiczyłaś do nich pół roku, nie masz o co się bać.
-No niby tak, ale wiesz, że lubię denerwować się na zapas.
-Wiem, wiem. Przyjdę na pewno. Jestem twoim fan clubem. O! Twój autobus jedzie.
-Haha, dzięki. No to do zobaczenia jutro.
-Pa.
>>Oliwia<<
Wracałam z przystanku, jak zawsze zagapiona w telefon. Nagle wpadłam na jakiegoś kolesia.
-Uważaj jak łazisz!- wydzierał się na mnie.
-Lepiej ty uważaj! Przecież widziałeś, że idę z telefonem!
-Nie widziałem.- przyznał.
-A co robiłeś, że nie widziałeś?
-Szedłem z telefonem.
-No widzisz, a na mnie się drzesz.
-No to jak już tak gadamy o telefonach, to może byś tak dała mi swój numer?- zapytał prosto z mostu.
-Sora, ale z obcymi się nim nie dzielę.
-No proszę, jesteś bardzo ładna. Nie chcę, aby tak zakończyła się nasza znajomość.
-No ok, skoro prosisz. 5...
-Dzięki, zadzwonię jeszcze dzisiaj!- powiedział i odszedł.
W sumie, to nie wiem dlaczego dałam mu swój numer, ale był uroczy. Taki słodziak!A jaki przystojny! Te piękne oczy. Achhh. Kto wie, może coś z tego będzie. Nie dobra! Nie myśl teraz o tym Pawlicka!
-------------------------------------------------
Kacper Dąbrowski- chłopak, na którego wpadła Oliwia. Ma 20 lat, studiuje prawo, mieszka w Toruniu.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)































