>>Oliwia<<
Piątek, 11 września
Piątek, 11 września
O 5.00 nad ranem biegałam po domu i szukałam rzeczy, które muszę jeszcze zabrać. Jak to ja robię wszystko na ostatnią chwilę. Gdy wróciłam wczoraj ze szkoły, byłam tak zmęczona, że poszłam spać, a obudziłam się z godzinę temu. Mam nadzieję, że wszystko wzięłam. No okaże się w Hiszpanii. O 8.00 mamy samolot. Za jakąś godzinę Kacper po mnie przyjedzie, musimy jeszcze jechać do Bydgoszczy na lotnisko. Spakowałam myślę już prawie wszystko, oprócz takich rzeczy jak dezodorant, pasta, szczoteczka itp. Ale zrobię to jak będę gotowa. Znając mnie nie zamknę tej walizki i trzeba będzie wołać Kacpra, żeby mi pomógł. Zawsze robił to albo Przemek albo Piter. Ja siadałam oni zamykali. Parę razy urwał się zamek i tak oto jest to chyba moja 10 walizka. Większych już chyba nie ma. Mam nadzieję, że tej nie zepsuje.
Poszłam do łazienki, umyłam się, ubrałam, uczesałam
i byłam gotowa. Miałam jeszcze pół godziny, więc ogarnęłam co dzieje się na świecie. Po około 20 minutach do drzwi zadzwonił Kacper. Poszłam mu otworzyć. Ten nawet nie zdołał się przywitać, bo od razu na niego naskoczyłam z prośbą.
-Hej misiek. Pomóż mi zapiąć walizkę.- poprosiłam i zrobiłam oczy a'la kot ze Shreka.
-Jezu, kolejna co nie umie walizki zapiąć. Każdej, ale to naprawdę każdej muszę pomóc domykać. Zaczynając od mojej siostry, kończąc na tobie.
-Matko, nie marudź tylko chodź. Chcę już jechać.- powiedziałam i pobiegłam na górę. Usiadłam na walizkę, a Kacper bardzo szybko i bezproblemowo ją zapiął. Wziął ją i zaniósł do samochodu. Wzięłam torebkę i poszłam za nim.
***
Koło 7.00 byliśmy już na lotnisku. Postanowiłam zadzwonić do Agaty, Dajany, Przemka, Pitera, Roksany i jeszcze kilku znajomych, żeby do mnie nie dzwonili i nie pisali, bo zapłacą za to fortunę. Nie mogłam się doczekać, kiedy wreszcie wsiądę do samolotu i zapomnę o wszystkim. O wszystkich problemach, szkole, nadchodzącej maturze, Nic nie będzie miało znaczenia. Tylko ja, Kacper i słoneczna, gorąca Hiszpania.
***
O 7.40 siedziałam już w samolocie. Byłam padnięta, więc położyłam głowę na ramieniu Kacpra. Przy nim zasypiam bardzo szybko.
Lot minął dosyć szybko, pewnie dlatego, że cały przespałam. W Hiszpanii byliśmy koło 15.00. Wylądowaliśmy w Madrycie, złapaliśmy taksówkę i pojechaliśmy do naszego hotelu.
Jezu, jaki ten hotel piękny. Ciekawe jak pokój. Kiedy weszliśmy do hotelu Kacper poszedł odebrać klucz i ruszyliśmy do pokoju.
O Matko! Bajeczny. No po prostu jak z bajki. Czuję się jakbym była w pałacu. Walnęłam się na łóżko i rozmyślałam jaki to będzie zajebisty tydzień.
-To jak? Idziemy na plażę?- moje rozmyślenia przerwał Kacper.
-Jasne, daj mi chwilę.- powiedziałam i ruszyłam do łazienki. Ubrałam się w kostium, a na niego wrzuciłam jakąś sukienkę.
Plaża była piękna, piasek parzył, woda przezroczysta. Jezu! Mogłabym tu zamieszkać.
>>Roksana<<
Spałam wtulona w Pawła, kiedy do pokoju wpadł Przemo.
-Roksana! Masz jakąś aspirynę, czy coś?
-Ciszej, głowa zaraz mi eksploduje, Poza tym musisz się drzeć o 8.00 rano?
-Jakiej 8.00? Jest 15.00!
-Co kurwa!?
-Roksi ciszej!- odezwał się Paweł.
-Ty weź wstawaj! 15.00 jest!
-Jeszcze 5 minut. No proszę.- błagał Paweł.
Podeszłam do walizki, wyciągnęłam aspirynę i dałam Przemkowi.
-Tylko oddaj mi ją. Nie tylko tobie jest potrzebna. Tak w ogóle jakieś plany na dziś?
-Szczerze? Nie mam pojęcia. Może zostańmy tutaj. Zrobimy sobie jakąś noc horrorów, czy coś.
-Dobra, tylko wiesz, ja się panicznie boję.
-Tak wiem, myślisz, że niby czemu horrory? Żebyś się do Pawełka przytulała.
-Cicho siedź, bo go obudzisz.- powiedziałam, po czym Przemek wyszedł z pokoju.
Weszłam do łazienki, ubrałam jakieś dresy, włosy związałam w warkocza
i poszłam budzić Pawła. O dziwo wstał od razu. Chyba nie mógł już zasnąć, przez ból głowy. Ostro wczoraj zabalowaliśmy. Prawda.
Chwilę później do pokoju wszedł Piter oddając tabletki. Wzięłam je, a następnie podałam Pawłowi. Po około godzinie ból znacznie ustąpił.
***
O 19.30 poszliśmy do pokoju Przema i Pitera. Chłopacy mieli już przygotowanego laptopa, przekąski i całą artylerię najstraszniejszych horrorów. Dlaczego oni mi to robią? Najpierw każą mi latać praktycznie co tydzień samolotem, teraz każą oglądać horrory. No i te podstępy z Pawłem. Znaczy to mi się akurat podoba. Ale czy jemu też? Czy nie będzie mu przeszkadzać, że będę się do niego przytulała? Sama nie wiem. W samolocie nie przeszkadzało mu, że spałam na jego ramieniu. Nie przeszkadzało mu, że spałam dziś wtulona w niego jak w mojego chłopaka, albo w najlepszego pluszaka z dzieciństwa.
***
Tak jak przeczuwałam cały czas się darłam i tuliłam do Pawła, właściwie on odwzajemniał za każdym razem uścisk. Więc chyba naprawdę mu to nie przeszkadza. Bardzo dobrze, bo jeszcze 4 noce przed nami.
>>Oliwia<<
Leżałam w łóżku i odpoczywałam po dzisiejszej podróży i wygłupów z Kacprem na plaży.
-To co kotek? Idziemy na imprezę?
-Powaliło cię? Nóg nie czuje, a co dopiero mam jeszcze tańczyć.
-No proszę cię.
-Nie.
-A jak ci powiem, że będą tam twoi znajomi?
-Moi znajomi, czyli?
-Magic, Ginger, Chris, Troy, Nick, Tai, Duzers.
-No dobra, dawno się z nimi nie widziałam, to ok. Daj mi godzinkę.
-Że ile!?
-Tylko godzinę. Dasz radę.
-A mam jakieś wyjście?
Weszłam do toalety. Szybko się ubrałam, uczesałam, pomalowałam
i po 1,5 godzinie byłam gotowa.
-Miała być godzina.- powiedział Kacper udający nadąsanego.
-Oj tam, oj tam. To tylko pół godziny więcej.
-Tylko!? Dla mnie to aż.
-Oj, przestań już udawać, bo nie pójdę!
-No dobra, dobra.
Po 20 minutach byliśmy w klubie. Bardzo się cieszyłam, że zobaczyłam chłopaków. Dawno ich nie widziałam, oni mają mecze, ja szkołę. No ale dobra, najważniejsze, że teraz tu są. Jak się okazało Kacper ich ściągnął. Boże, on jest NIEZIEMSKI!
Chyba ubawiłam się za wszystkie czasy. Ta noc była ZAJEBISTA, w sumie zajebista to nawet za mało powiedziane. Do hotelu wróciliśmy z Kacprem koło 5 nad ranem. Na jutro, a właściwie na dzisiaj jesteśmy umówienie na plażę o 16.00. Ja mam nadzieję, że wstaniemy do tej godziny. A jak nie, to chłopaki znają numer to nas obudzą.
Poszłam do łazienki, wzięłam szybki prysznic, ubrałam w piżamę i poszłam do pokoju powiedzieć Kacprowi, że może wejść. A on co? On śpi. Nawet nie zdjął ciuchów. Trudno, ja to za niego zrobię. Zdjęłam jego jeansy, koszulkę i teraz będzie spać w samych bokserkach. O tak! To lubię. Położyłam się koło niego, wtuliłam i moment zasnęłam.
>>Paweł<<
Była już 5.10, a filmy nadal leciały. Wszyscy spali tylko nie ja. Przyglądałem się Roksanie, jak słodko spała na mojej klatce. Jest taka piękna. Czy w makijażu, czy bez. Czy w dresie, czy w sukience. Jest piękna w każdym wydaniu. Uwielbiam tą dziewczynę! W sumie bardzo się cieszę, że dałem się namówić na ten wyjazd. Ale z tą kawą to był naprawdę czysty przypadek! Oj, wtedy jaka była słodka, Taka zarumieniona. Strasznie mi się podoba ta dziewczyna. Kurwa! Chyba się zakochałem. O nie! A jak to będzie kolejna, która leci na moją kasę? Nie, na pewno nie. Roksana taka nie jest. Przecież Piter i Przemek ją wychwalali. Jaka to ona jest, jaka nie jest. I w sumie zgadzam się z każdym elementem. W ogóle pytać ją, czy nie pytać? Nie w sumie jeszcze nie. Przecież znamy się dopiero kilka dni. Nie, nie. Trzeba jeszcze trochę zaczekać. Trzeba.













Brak komentarzy:
Prześlij komentarz