>>Oliwia<<
Środa, 9 września
Ta noc była cudowna. Ach, jaki on był delikatny. Kuwa! Ja chcę jeszcze raz. Ale dobra wszystko w swoim czasie. Leżeliśmy z Kacprem w łóżku. Była jakaś 6.00, Kacper jeszcze spał a ja go podziwiałam. Niespodziewanie otworzył jedno oko.
-Ja wiem, że jestem mega przystojny i w ogóle, ale czy od rana musisz rozbierać mnie wzrokiem?
-Rozbierać to cię akurat nie muszę.- znowu przypomniałam sobie dzisiejszą noc.- Dobra, jak chcesz to możesz iść jeszcze spać. Ja idę się szykować do szkoły. Możesz tu zostać, chatę mam wolną. Roksana przyjedzie dopiero w piątek.
-Dobra, dobranoc.- powiedział i mnie pocałował.
Wstałam poszłam do łazienki, umyłam się, ubrałam, uczesałam.
I pojechałam do szkoły.
***
W sumie lekcje zleciały mi dosyć szybko, mimo że miałam lekcje do 15.15. W momencie wychodzenia ze szkoły nie myślałam o niczym innym, żeby spotkać się z Kacprem. Wsiadłam do mojego samochodu i ruszyłam do domu, po drodze dostając mandat za prędkość. Mówi się trudno, kiedyś musiał być ten pierwszy raz. Weszłam do domu, rzuciłam plecak na przedpokój, zdjęłam buty i poszłam szukać mojego chłopaka.
-Jestem! Kacper!
-Na górze!
Szybko weszłam na górę, a ten siedział na łóżku z podejrzanym uśmiechem.
-A ty co się tak szczerzysz?- zapytałam
-Lecimy do Hiszpanii!
-Co? Kiedy? Przecież ja mam w tym roku maturę! Nie mogę sobie tak o opuszczać szkoły! Pojebało cię?
-Czyli nie chcesz jechać? Myślałem, że zrobię ci niespodziankę i się ucieszysz.- powiedział ze smutną miną.
-Ale skarbie, cieszę się naprawdę, tylko mógłbyś najpierw ze mną o tym porozmawiać. Dobrze wiesz, że matura jest dla mnie ważna.
-Wiem, wiem, ale jest dopiero wrzesień, jeszcze nie masz tak dużo zakuwania. Lecimy w piątek. To jak?
-Że co!? Już w piątek!? Przecież ja się nie zdążę ogarnąć!
-Czyli lecimy?
-Z tobą choćby na koniec świata.- powiedziałam, po czym go pocałowałam. Bardzo szybko powtórzyliśmy zdarzenia z nocy.
>>Agata<<
Dostałam sms od rodziców, że pojechali z Jagodą do Chorwacji na 2 tygodnie. W sumie fajnie dom wolny, tylko szkoda, że dopiero teraz o tym napisali. No trudno. Czarek cały czas u mnie siedzi. W sumie ok, lepiej się z nim poznam, a może nawet coś z tego wyjdzie. Ale było by zajebiście! Ale czemu o tym myślę? Przecież on nawet nic nie powiedział, ani nie zaproponował.
Postanowiłam go powiadomić o tym, że mamy wolny dom na 2 tygodnie. Ucieszył się, no no, chyba naprawdę chcę mnie lepiej poznać. Kto by się spodziewał, że zwykłe spotkanie w szpitalu, a tak wyszło. Teraz zdałam sobie sprawę, że ja z nim mieszkam. Ja pierdolę, przecież ja nic o nim praktycznie nie wiem, No kurwa! Ja myślałam, że on przyjdzie na jedną noc, a potem przyjedzie. Ale żal mi go wyganiać. Jest tak kurewsko przystojny i słodki, że aż O MATKO!
***
Gadałam z Oliwią przez Skype, kiedy powiedziała mi, że wylatuje z Kacprem do Hiszpanii na tydzień. To do niej nie podobne, żeby w roku szkolnym wyjeżdżała. No ale w sumie kiedy miała z nim wylecieć? Poznali się w rozpoczęcie roku, a następne wakacje mogą się nienawidzić. No mam nadzieję, że będą się dobrze bawić. No i najważniejsze! Że wrócą dwójkę!
***
Gadaliśmy z Czarkiem całą noc. Chyba nie ma już rzeczy o której o sobie nie wiemy. Wszystko sobie opowiedzieliśmy od czasy kiedy byliśmy dziećmi do teraz. Kiedy opowiadał o "wypadku" rzekomym pobiciu z kolegą, motał się w tym co mówi. Czyżby kłamał? Ale po co? Co takiego zrobił, żeby kłamać? Szczerze nawet nie wiem, czy on kłamał. Mam nadzieję, że nie, bo ja byłam z nim szczera w 100 %. Czemu? Sama nie wiem. Mam takie uczucie, że mogę mu bezgranicznie zaufać. Obym się nie myliła i nie okazał się dupkiem, który potem wszystko wygada.
>>Roksana<<
Spałam w warszawskim hotelu, kiedy zadzwonił budzik około godziny 2 w nocy.
-No ja pierdolę!- wydarłam się na cały głos.
-Siostra, uspokój się! Nam też się nie chce wstawać, ale czy się drzemy na cały hotel? Nie! Więc bądź łaskawa ruszyć swoje cztery litery, bo za chwilę spóźnimy się na samolot!- skarcił mnie Przemek.
Wstałam, poszłam do łazienki, ubrałam się, uczesałam
wzięłam walizkę i poszłam przed hotel, gdzie czekali na mnie moi bracia. Ruszyliśmy na lotnisko. Na miejscu byliśmy koło 3.00. Samolot za 1,5 godziny. Zajebiście! Co ja mam przez tyle czasu robić? Stałam praktycznie na środku lotniska, kiedy wpadł na mnie jakiś koleś, wylewając na mnie kawę.
-O Boże! Strasznie cię przepraszam! Nie chciałem, nie zauważyłem cię! Może zdążę jakoś to sprać.- zauważyłam, że przede mną stoi Paweł Przedpełski, mój ulubiony zawodnik. Byłam na niego zła, ale gdy ogarnęłam, że to Paweł cała złość ze mnie zeszła. Stałam jak wryta. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. No bo powiedz coś mądrego do swojego idola, żeby nie wziął cię za jakąś napaloną fankę, czy coś w tym stylu.- Halo? Ziemia do...- zatrzymał się! Kuwa, mam mu powiedzieć swoje imię? Czy nie? W tym momencie na prawdę zapomniałam swojego imienia. Z zamyśleń i opresji wyrwał mnie Piter. O MATKO! NO PO PROSTU SPADŁ MI Z NIEBA W TYM MOMENCIE!
-Paweł, to moja siostra Roksana. Wybacz za nią, jest trochę nieśmiała.- powiedział Piter. Co on wygadywał? Ja nieśmiała!? Dobra w tym momencie to naprawdę nie miało znaczenia.
-Cześć Roksana. Nieziemskie masz imię.- powiedział Paweł. No ekstra! Teraz mu po prostu muszę odpowiedzieć. Cholera! Jeszcze zacznę się jąkać, albo język mi się poplącze, czy coś.
-Hej, dziękuję Paweł.- odpowiedziałam mu, po czym ulotniłam się do Przemka. Czekałam tylko na to, żeby wreszcie wsiąść do samolotu! Chociaż strasznie się boję.
***
Około godziny po naszym przyjeździe poszliśmy na odprawę, która poszła dosyć szybko. Wsiedliśmy do samolotu, a obok mojego miejsca, siedział nie kto inny jak...PAWEŁ! Właśnie on, no przecież kolana mi się uginają jak go widzę! Boję się lecieć, a jeszcze obok mnie jest Paweł!? Chciałam się przytulać do MOICH BRACI! A ich co? Nie ma! Muszę udawać, że się nie boję, choć będzie strasznie ciężko. Zajęłam miejsce obok Pawła. Chyba przeczuł, że się boję, albo Piter mu powiedział. Właśnie Piter! To on miał siedzieć obok mnie! Zamienił się z Pawłem. Już ja z nim sobie porozmawiam jak będziemy na miejscu.
Samolot ruszył. Ja pierdolę! Jak ja się bałam. Przytulił mnie Paweł, zrobiłam to samo. Z całej siły się do niego przytuliłam, przez jakąś godzinę lotu z nim gadałam. Wreszcie! Najgorsze są pierwsze słowa, potem idzie ja po maśle. Ale dalszy lot przespałam na ramieniu Pawła. Śnił mi się on i ja, wielki dom, 2 dzieci. Ach, jak było by pięknie. Ale zbyt pięknie, żeby mogło być prawdziwie.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz