wtorek, 29 września 2015

Rozdział 8

>>Agata<<
Sobota, 12 września
Może nauczyłabym Czarka jeździć konno? Zawsze chciał spróbować. Ale to rodzice nie pozwolili, to kasy nie było. No to teraz nareszcie może spełnić marzenie z dzieciństwa. Kurde no, fajnie, że to ja mogę je spełnić.
Wstałam z łóżka, ubrałam się, uczesałam

i poszłam do kuchni zrobić śniadanie. Gdy zrobiłam śniadanie poszłam budzić Czarka, który spał w najlepsze. Tak słodko się uśmiechał. Aż żal go budzić. No, ale zrobiłam naleśniki, które on uwielbia. Mam nadzieję, że się nie obrazi.
-Czarek, wstawaj.
-Nie, daj jeszcze chwilę.
-Naleśniki nie będą na ciebie czekały. Zaraz będą zimne.
-No dobra, ale to tylko dlatego, że zrobiłaś naleśniki. Już wiesz, jak mnie wyjąć z łóżka.
Po chwili zajadaliśmy się naleśnikami. Postanowiłam zaproponować mu naukę jazdy konnej.
-Czarek, chciałbyś może się nauczyć jeździć konno?
-Jeszcze pytasz!? Uwielbiam konie, zawsze chciałem. No, ale wiesz, to rodzice, to finanse.
-A jak bym ci powiedziała, że ja mogę cię nauczyć? Może nawet na Karacie, którego uwielbiasz. Zresztą tak jak on ciebie. Myślę, że nie będzie mu to przeszkadzać. Ja na razie nie mogę jeździć, a Karat nie może wyjść z formy. Przecież zacznę jeździć to musi wszystko umieć perfekcyjnie. To jak? Chciałbyś Czarou?
-Kurwa! Serio!? No oczywiście, że chcę!
-No to fajnie. Idź się szykuj. Za pół godziny jedziemy do stajni.
>>Oliwia<<
Smacznie sobie spałam, kiedy ktoś zapukał do drzwi. A raczej walił do drzwi. No kurwa jeszcze głośniej! Głowa to chyba zaraz eksploduje! Po co ja tyle piłam? Ja pierdole. Po każdej imprezie zadaje sobie to samo pytanie. Dlaczego, aż tyle muszę pić? Obiecuje sobie, że następnym razem wypije mniej. A ja co? Piję tyle samo, albo więcej. Wygramoliłam się z łóżka, bo jaśnie pan Kacper nie raczy w ogóle wstać, i poszłam otworzyć drzwi. W drzwiach stał nie kto inny jak Magic z chłopakami.
-Cześć, przynieśliśmy aspirynę, kanapki i jakieś filmy. No wiesz 14 jest trzeba coś zjeść chociaż bułkę, pewnie głowa ci pęka to masz tabletkę- powiedział i podał tabletkę- a filmy na wieczór. No, budź Kacpra i chyba możemy się zaraz zwijać, nie?
-Tak, tak. Tylko dacie chwilę.- powiedziałam, po czym wyjęłam z walizki sukienkę i zdjęłam z suszarki kostium.- Kacper! Wstawaj!
-Już, już.- powiedział i przekręcił się na drugi bok.
O nie! Tak to się nie będziemy bawić. Poszłam do łazienki, wlałam w miskę zimną wodę i wylałam ją na Kacpra. Ten od razu wstał i krzyczał, że tego pożałuję. A co tam! Najwyżej mnie wrzuci do morza i nie pozwoli się opalać. To nic strasznego przecież.
Poszłam do łazienki, ubrałam się, uczesałam

i byłam gotowa. Po mnie wszedł Kacper, po 5 minutach wyszedł i poszliśmy na plażę. Jak zwykle bawiliśmy się genialnie. Nie myliłam się co do zemsty Kacpra. Wrzucił mnie do morza tylko, że z pomostu. Debil!
>>Roksana<<
Obudziłam się w pokoju braci wtulona w tors Pawła. Co mnie najbardziej zdziwiło? To, że on przytula mnie do siebie jeszcze bardziej. Musiałam się jakoś wyślizgnąć z jego dosyć mocnego uścisku. Przecież wyglądam jak 8 nieszczęść. Muszę iść do pokoju, wziąć prysznic, umyć włosy i założyć coś porządniejszego. Znając chłopaków pewnie pójdziemy na jakiś spacer, czy do wesołego miasteczka. Albo zabiorą mnie na stadion, choć widziałam go już tysiące razy. Ale siedzieć w pokoju to do moich braci naprawdę niepodobne. To, że dzisiaj w nocy oglądaliśmy filmy, to była tylko i wyłącznie zasługa kaca.
Wygramoliłam się z uścisku Pawła, coś tam mruczał pod nosem, ale cały czas spał. Wyszłam z pokoju braci, weszłam do mojego. Dzięki Bogu, że to ja miałam klucz. Weszłam pod prysznic, umyłam włosy, ubrałam się

i siedziałam w pokoju z laptopem na kolanach ogarniając co się dzieje jak mnie nie ma. Ciekawe kiedy chłopacy się kapną, że wyszłam z pokoju i siedzę u siebie. Żeby się kapnęli, to najpierw muszą wstać. Właśnie ciekawe, kiedy uczynią ten zaszczyt. No cóż, długo nie posiedziałam a w pokoju pojawił się Paweł.
>>Czarek<<
Siedziałem na Karacie, Agata tłumaczyła co i jak mam robić, ale nie potrafiłem się skupić. Mój wzrok był skierowany na Agatę. Podziwiałem jej piękną, nietypową urodę. O MATKO! Jaka ona jest śliczna. Ach, tak z nią być. Widzieć jej piękny uśmiech, piękne oczy, włosy, ogólnie jej twarz. Czuć jej zapach włosów, jej perfum. Słyszeć jej śmiech, dowcipy, te porypane teksty. Ale jeszcze za wcześnie, żeby o to pytać. Zresztą nawet nie wiem, czy na 100% coś do niej czuje. No i najważniejsze, czy ona czuje coś do mnie. Znamy się tydzień. Poczekam jeszcze z 2-3 tygodnie i wtedy się zapytam. Myślę, że to będzie odpowiedni czas. No i mam nadzieję, że się zgodzi. Chociaż, żeby spróbować. Zobaczyć, jak nam będzie jako parze.
Dalsza jazda poszła mi chyba dobrze. Nareszcie się skupiłem, ale cały czas nie mogłem się doczekać, aż zapytam się jej o chodzenie. Nawet jeśli powie nie, będę z siebie dumny, że ją zapytałem. A przede wszystkim, że biorę udział w tych wyścigach. Dzięki nim poznałem ją, a dokładniej dzięki wypadkowi. Naprawdę cieszę się, że go miałem.
>>Roksana<<
Tak jak myślałam idziemy się przejść.
Szybko włożyłam jakieś ciuchy, uczesałam się, przy pomocy Pawła. O dziwo ten chłopak umie zajebiście czesać. Dobrze wiedzieć, będę miała łatwiej.

Po 10 minutach byłam gotowa, poszliśmy na stadion.
Potem do wesołego miasteczka, a na końcu na miasto. Jak to chłopacy robili durne rzeczy. Co chwila zaczepiali przechodniów, rzucali kamieniami w okna, a potem spierdalali no jak dzieci. Ostatnim punktem wycieczki była plaża. Trafiliśmy na zachód słońca. Piter z Przemkiem się gonili. A ja z Pawłem staliśmy na piasku, Paweł obejmował mnie w talii. Czułam się jak księżniczka, jakbym mogła wszystko. Staliśmy w ciszy. Nie była ona niezręczna. No, ale Paweł musiał ją przerwać.
-Roksana, ja wiem, że znamy się dopiero 4 dzień, ale zrozum, że nie mogę tak dłużej. Strasznie mi się podobasz. Ja się chyba zakochałem i mogę to wykrzyczeć całemu światu! Ja wiem, że możesz nie podzielać mojego zdania. Chociaż słyszałem od twoich braci z milion razy, że cały czas o mnie rozmawiasz. Że chciałabyś mieć ze mną rodzinę. Nie sądziłem, że jak cię spotkam będę czuł to samo. Roksana ja cię kocham. Zostaniesz moją dziewczyną?- klęknął przede mną i wyjął małe pudełeczko, w którym znajdowała się piękna, złota bransoletka.

-Wstawaj debilu! Oczywiście, że chcę!- krzyknęłam i Paweł zapiął mi bransoletkę na ręce. Piter i Przemek zaczęli klaskać, a do nich przyłączyli się inni ludzie.
Czemu się zgodziłam? Nie wiem, po prostu to zawsze było moje marzenie. A ja uwielbiam je spełniać, najwyżej nam nie wyjdzie. Ale chociaż go poznałam, jestem jego dziewczyną. Dwa odhaczone.
Kiedy wróciliśmy do hotelu. Paweł wziął mnie na ręce i przeniósł przez próg naszego pokoju.
-A tego się nie robi po ślubie?
-Oj tam. Dla mnie to już jest mini ślub.- położył mnie na łóżku i poszedł do łazienki.
Gdy wyszedł weszłam tam ja. Kiedy wyszłam położyłam się obok mojego chłopaka, wtuliłam w niego i w moment odleciałam do krainy Morfeusza.
>>Kacper<<
Gdy wróciliśmy z plaży poszliśmy coś zjeść, potem do nas do pokoju oglądać filmy. Nie miałem najmniejszej ochoty tego robić. Marzyłem, żeby tylko wyszli znajomi Oliwii, żebym znowu mógł być z nią sam na sam. Mam nadzieję, że to ostatni film. Serio, mogliby już wyjść.
Dzisiaj w sumie miałem farta. Pół godziny później chłopaków już nie było. Spełniło się moje marzenie, zostałem sam na sam z Oliwią i wykorzystaliśmy ten czas jak najlepiej się dało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz